RSS
czwartek, 28 października 2010
Filmik na dziś: Behind the scene of Mortal Kombat

Kto z was nie grał w Mortal Kombat? Jest to jeden z nielicznych tytułów, który na trwale wpisał się w historie gier komputerowych. Ja zagrywałem się godzinami w tą grę, w Polsce były organizowane turnieje, na całym świecie trwała zażarta dyskusja na temat brutalności w grach.
Miło mi poinformować, że znalazłem nie lada perełki dla wszystkich fanów tej serii.
Pierwszy filmik to fragment programu "Games Master" w którym pokazani są aktorzy, którzy występowali w Mortal Kombat I i II. Jako bonus Johny Cage i Sonia uczestniczą w pojedynku między sobą. Dodatkowo mamy trochę kuchnii "jak się tworzy gry"
Dodatkowo znalazłem skany z gazety VideoGames w której możecie sobie poczytać o wszystkich aktorach występujących w tej grze.

Klikajac w obrazek przechodzi do fullscreen mode

Mortal Kombat

Mortal Kombat

Mortal Kombat

Mortal Kombat

Mortal Kombat

Mortal Kombat

 

Drugi filmik to "behind the scnes of Mortal Kombat 3" Tutaj możecie zobaczyć od środka jak tworzony była ta gra. Pamiętajcie, że najpierw "trójka" pojawiła się na automatach a dopiero potem na pc, co wywołało ogromną fale krytyki ze strony amigowców. Wcześniej to najpierw Mortal Kombat pojawiał się na Amidzę a dopiero potem na blaszaku.


Oglądając ten ostatni filmik, który powstał w latach 90-tych uświadamiam sobie jak polski game dev jest daleko daleko za zachodem. Odnoszę wrażenie, że teraz robienie gry z takim rozmachem jak wtedy robiło to Midway jest ciężko osiągalne w PL. No, ale mogę się mylić.

wtorek, 26 października 2010
Są wybory samorządowe, są konsole!! Ciąg dalszy.

Wczoraj zamieściliśmy wpis z którego mogło wynikać, że kandydat na prezydenta Warszawy Pan Wojciech Olejniczak chcę oderwać Playstation od młodych warszawiaków. Wywołało to spore oburzenie wśród posiadaczy tej konsoli w Polsce. Dzisiaj uzyskaliśmy komentarz w tej sprawie od Pana Wojciecha Olejniczaka.

Szanowni Państwo,

Wszystko jest dla ludzi, ale z umiarem. Gra na Playstation (i innych konsolach) to świetna zabawa. Nie ma nic złego w graniu w FIFĘ, czy PES. Problem pojawia się, gdy jest to jedyna forma kontaktu ze sportem. Tego dotyczył mój wpis na blogu. Rozwiewam wszelkie wątpliwości i delegalizacji Playstation mówię: nie.

Nie lekceważę potęgi Playstation! Listy do Państwa redakcji są jej najlepszy dowodem.

Z wyrazami szacunku

Wojciech Olejniczak

Mam nadzieje, że już żaden polityk w tym pięknym kraju nie wpadnie na pomysł "odrywania" lub delegalizacji jakiejkolwiek konsoli.

 

poniedziałek, 25 października 2010
Są wybory samorządowe, są konsole!!

Za miesiąc w Polsce odbędą się wybory do samorządów lokalnych. Więc teraz obserwujemy zmożoną aktywność kandydatów, którzy chcą wkupić się w łaski wyborców.
Bardzo ciekawym przypadkiem jest  Wojciecha Olejniczaka, który kandyduje na prezydenta Warszawy. Uczestniczył on ostatnio w manifestacji mającej na celu wesprzeć budowę stadionu dla drużyny Polonii Warszawa. Mniejsza o manifestacje. Jako kandydat na prezydenta Warszawy bardzo dba o swojego bloga na którym postanowił umieścić swój komentarz do tematu manifestacji w której brał udział. Cytuje fragment:

Warunek pierwszy: zorganizowanie programów edukacyjno-sportowych dla okolicznej młodzieży. Czas oderwać młodych warszawiaków od Playstation i dopalaczy.

 

Playstation 3


Oderwać warszawiaków od dopalaczy to rozumiem, ale czemu od Playstation? Mam kilka pytań? Zamierzam uzyskać komentarz do tych pytań ze sztabu kandydata Wojciecha Olejniczaka!
Czemu właśnie ta konsola jest porównywa z dopalaczami?
Czy Pan Wojciech Olejniczak nie jest jakimś fun bojem X Boxa i dlatego nawołuje do oderwania młodych ludzi właśnie od tej konsoli?
Czy kandydat wzorem Premiera Tuska zamierza zakazać sprzedaży Playstation na terenie Warszawy?
Czemu akurat teraz pojawił się temat "oderwania od konsoli Playstation " ? Czy nie jest zastanawiające, że wszystko dzieje się kilka tygodni przed premierą Kinecta w Polsce ?
Czy inne konsole takie jak X Box 360 i Wii będą objęte programem "odrywania od młodych warszawiaków?
Czy za kandydatem przypadkiem nie stoi jakieś lobby zwolenników peceta albo innej konsoli, którzy mają na celu oderwać od Playstation 3 ale dolepić do PC albo Wii ?

Wojciech Olejniczak


Moim zdaniem to nie jest przypadek, że akurat teraz podczas kampanii samorządowej właśnie ten kandydat wypowiada bezpardonową wojnę przeciwko Playstation ! To jest "oczywista oczywistość", że za tą cała zorganizowaną akcją stoją siły, którym pozycja Playstation 3 jest nie na rękę. Domaga się komisji śledczej, która wyjaśni jakie były prawdziwe zamiary Wojciecha Olejniczka, który chce odczepić PS3 od młodych warszawiaków i kto za nim stoi!!

:) :)


Dawno wyczekiwane targi w Warszawie On/Off - Raport

Wiele wody w Wiśle upłynęło od ostatnich poważnych targów gier komputerowych w Warszawie. Tym bardziej z ogromną radością przywitałem informację o tym, że odbędą się targi On/Off w moim mieście. Co zobaczyłem, co usłyszałem, kogo zabrakło i co mnie rozczarowało przeczytacie w poniższym raporcie.

Podróż i Party Place:

Położenie hali "EXPO XXI" w Warszawie jest bardzo dobre, bo hala znajduje się w bliskim sąsiedztwie Dworca Zachodniego, który ma dwie dość ważne cechy: chyba wszystkie pociągu wjeżdżające do Warszawy zatrzymują się na tej stacji, a po drugie znajduje się tam też dworzec autobusowy, więc jeśli ktoś spoza Warszawy chciał przyjechać na te targi, nie miał najmniejszych trudności. Tak samo dla Warszawiaków dojazd do tego miejsca nie stanowił najmniejszego problemu. Jedynym mankamentem był płatny parking tuż pod halą Expo, co zaowocowało tym, że samochody były zaparkowane wszędzie, tylko nie na przeznaczonym do tego parkingu.

Hala "Expo XXI" jest bardzo nowoczesna i niczym nie różni się od tego typu budowli w innych krajach. Przy wejściu na teren targów przygotowano kasy, gdzie za jedyne 30 zł można było kupić jednodniową wejściówkę. Gdyby cena obejmowała dwa dni, to byłaby bardziej akceptowalna. W tym momencie pojawia się pierwszy poważny minus tej imprezy. Bilet wstępu pozwalał wejść na teren wystawowy, ale gdy już ktoś wpadł na pomysł wyjścia poza teren targów, to już wrócić nie mógł. Pewnie organizatorzy spodziewali się jakiś lewych wejść, ale z drugiej strony akcje pod tytułem "Stary poczekaj, wyjdę po ciebie i cię przyprowadzę" odpadały. Biorąc pod uwagę, że biletem był wydruk z kasy fiskalnej wraz z hologramem, organizatorzy mogli wpaść na lepszy pomysł zabezpieczenia imprezy przed "lewymi wejściami". Nie wolno też zapomnieć, że na miejscu dla zwiedzających był dostępny catering, bankomat oraz automaty z napojami.

Sama hala wystawowa nie robiła jakiegoś wielkiego wrażenia. Były boksy wystawowe, które przyciągały wzrok pięknymi hostessami oraz kolorowymi banerami. Organizatorzy zadbali o scenę, na której odbywały się różnego rodzaju atrakcje i konferencje. Jeśli chodzi o rozmiar przestrzeni wystawowej to ujmę to w następujący sposób: jeśli ktoś pamięta ostatnią Gambleriadę na Torwarze, to pewnie podpisze się pod tym stwierdzeniem. Tamte targi były o wiele większe. Tą tezę skonsultowałem z kilkoma osobami, żeby nie było zarzutów, że coś wyolbrzymiam. Wszystko było tak zorganizowane, by oglądający i wystawcy nie narzekali na za małą przestrzeń.

Kto był, a kogo nie było:

Jeśli ta impreza miała pokazać kondycję polskiej branży gier to kondycja ta jest bardziej kojarzona z zawałem serca niż ze zdrowym sportowcem. Lista obecności na tej imprezie nie robi takiego wrażenia jak lista firm, których zabrakło.
Sony Polska:
Moim zdaniem to jakieś nieporozumienie. Biorąc pod uwagę, że był X-Box i to w dwóch postaciach, Nintendo Polska [witamy], to brak tej firmy jest czymś niepoważnym i ciężkim do wytłumaczenia. Widać, że ostatnie chwalenie się wynikami sprzedaży Move'a spowodowało, że być może ktoś stwierdził, że jeśli jest tak dobrze - to po co dalej się starać? Sony nie było, więc zgodnie z zasadą, że nieobecni głosu nie mają, dalej nie będziemy już o tej firmie pisać.
EA Polska, UbiSoft Polska:
Ciężko mi pojąć, czemu tych firm nie było. Czy te firmy nie mają w najbliższych tygodniach jakichś premier długo oczekiwanych gier? Czy targi to nie jest najlepsza okazja do zaprezentowania nadchodzących tytułów? Czy może gry za dobrze się sprzedają ?
Cenega:
Tak samo. Był Cd Projekt, ich nie było. Ciężko zrozumieć czemu. Przecież się zbliżają Święta.
Czasopisma o tematyce gier komputerowych:
Ten, kto pamięta Gambleriadę, ten powinien też pamiętać, że na tamtych targach wiele redakcji miało swoje takie małe boksiki, w których siedzieli redaktorzy i można było z nimi porozmawiać. Na On/Off było tylko CD-Action. A gdzie pozostali?
Gdzie przedstawiciele gamedevu? City Interactive, Nicolas Games?
Mógłbym jeszcze tak długo wymieniać.
Wymieniłem tylko najważniejsze - moim zdaniem - instytucje, których zabrakło. Zanim spadną na mnie gromy z jasnego nieba, chciałbym jedną rzecz powiedzieć. Nie wiadomo do końca, kto za taką postacią rzeczy stoi? Mamy dwie strony zaistniałej sytuacji: Organizatorów, którym powinno zależeć na tym, by targi były jak najbardziej atrakcyjne dla zwiedzających - co miało się przełożyć na odpowiednie wpływy pieniężne z wejściówek oraz ze sprzedaży powierzchni wystawowej. Tutaj się pojawia drugi problem. Czy cena powierzchni nie była za wysoka dla firm zainteresowanych udziałem w tej imprezie? Nie wolno zapominać o tym, że jeśli dla Microsoftu i Nintendo cena była odpowiednia, to czemu nie była dla Sony ? Nie dowiemy się jak było, ale mam nadzieję, że jeśli On/Off odbędą się za rok, to obie strony wyciągną odpowiednie wnioski i już nikogo nie zabraknie. Co będzie tylko i wyłącznie z pożytkiem dla graczy.

Co zobaczyłem:
Opiszę tutaj najważniejszych wystawców z punktu widzenia graczy.
Retro Games: Ktoś wpadł na bardzo fajny pomysł, żeby zrobić stoisko ze starymi komputerami takimi jak Amiga, Commodore, Atari, ZX spectrum, Sega. Każdy mógł podejść, pomacać i pograć. Ba! Byli tacy, którzy kodowali na Commodore 64. Oprócz samej możliwości grania były też wykłady. Pierwszy z nich był poświęcony 25 urodzinom Amigi. Uczestnicy mogli na rzutniku obejrzeć stare gry, dema i historię tego komputera. Drugą megaatrakcją był wykład autora książki "Cyfrowe marzenia". Byłem pod ogromnym wrażeniem wiedzy, jaką posiada ten autor oraz jakimi ciekawymi anegdotkami zasypywał słuchaczy jego wykładu. Czy muszę mówić, że ogromna popularność tego stoiska wcale nie była dla mnie zdziwieniem?

Pojawiały się na nim matki grające na ZX Spectrum, ojcowie, pokazujący małym dzieciom klasyki 8-bitowe. Dziewczyny. Chyba na tym stoisku był każdy. Bardzo fajna atmosfera panowała na nim. Widać, że klimat retro 8 bits dobrze trzyma się w Polsce.

X-Box/Kinect:
Miło było zobaczyć, że Microsoft dobrze przygotował się do targów. Było spore stoisko tej firmy gdzie znajdowały się stanowiska do gry na X-Boxie oraz dwa podłączone Kinecty, na których mógł zagrać każdy. To stoisko cieszyło się sporym zainteresowaniem, chociaż spodziewałem się większej kolejki do Kinecta. W dniu dla prasy Microsoft zrobił specjalną konferencję, poświęconą X-Box Live oraz Kinectowi. Nadal odnoszę wrażenie, że ta firma wychodzi z założenia, że powinniśmy się cieszyć, że łaskawie Live będzie w naszym kraju. Co do samej prezentacji Kinecta, oraz moich wniosków, dotyczących tego urządzenia: ten, kto spodziewa się rewolucji w grach, pewnie porządnie się rozczaruje. Ale więcej szczegółów i moich przemyśleń opiszę w oddzielnym artykule, bo jest o czym pisać.
Nintendo Polska:
Fajnie, że gdy już niektórzy kupili Wii, nagrali się na tej konsoli na maksa i zdążyli ją już sprzedać, ta firma zainteresowała się naszym krajem. Lepiej późno niż wcale. Rozmawiałem z Panią Beatą Dudzic, która opowiedziała mi o planach firmy, związanych z naszym krajem. Ujął to bym słowami, że są to plany na miarę naszych możliwości. Nintendo będzie stawiać na casuali i starać się w jakiś sposób rozpieszczać posiadaczy Wii, ale niestety - nie w jakimś ogromnym stopniu. Będą różnego rodzaju promocje i atrakcje, które mają przyciągnąć nowych graczy. Warto podkreślić w tym miejscu, że jubileuszowe, czerwone Wii, jednak będzie dostępne w Polsce (co podobno nie było takie proste), oraz to, że będzie premiera 3DS. Na pewno Nintendo nie będzie konkurować z Playstation 3 ani z X-Boxem 360. Czy to słuszne podejście? Czas pokaże, ale patrząc na to, jak pysznie ludzie się bawili na stoisku Wii, to chyba słuszne założenie. Chyba żadne inne stanowisko nie było tak oblegane przez dziewczęta i małe dzieci, jak właśnie to.
Polish X-Box Community:

Jest to bardzo fajna inicjatywa młodych ludzi, których zadaniem jest promowanie X-Boxa i wspieranie społeczności związaną z konsolą. Na początku warto podkreślić, że nie mają oni nic wspólnego ze znaną akcją "We Want Live". Na ich stoisku było Guitar Hero, Dj Hero, Rock Band. Chłopaki i dziewczęta organizowali różnego konkursy w gry, które mieli. Panowała tam przednia zabawa i fajna atmosfera. Można było wypełnić formularz do zadawania trudnych pytań, które ta organizacja miała przekazać dalej. Nie interesuje mnie zbytnio, czy stoi za tym Microsoft, czy też nie. Jeśli nie, to bardzo dobrze, jeśli tak - to też dobrze. Nie pozostaje nic innego, jak poczekać, aż takie coś powstanie dla wspierania społeczności Playstation 3.

CD Action/Level 77:
Swoje stoisko i występy na scenie miał CD-Action, który chyba w rekordowej ilości rozrzucił do publiczności najnowsze wydanie tej gazety i przeprowadzało różne konkursy z wiedzy na temat tej gazety. Zrobili fajny show. Firma Level 77 zajmuje się sprzedażą oryginalnych koszulek z motywami z różnych gier. Przeglądałem ich katalog i zrobił jak na mnie ogromne wrażenie. Szczególnie koszulki z Assasin Creed II. Już byłem gotów dokonać zakupu, do momentu gdy nie zacząłem zadawać niewygodnych pytań:
- A macie coś z gier z RockStar Games?
- Niestety nie, nie mamy nic od tej firmy!
- A może coś z motywami starych gier retro:
- A wie Pan, że chyba już wszyscy się o to pytali. Niestety nie mamy.
No to podziękowałem.
Może mnie ich oferta nie do końca zadowoliła, ale jestem przekonany, że wielu z Was znajdzie coś dla siebie. Level 77 zrobiło też ciekawy show na scenie. Przebrali tancerzy z Top Toys w ich koszulki i kazali im tańczyć, ku uciesze zgromadzonych na widowni osób. Jakby ktoś nie wiedział Top Toys to znana grupa taneczna, uczestnicy "Mam Talent" - więc sami wiecie. Bardzo mi się podobała forma promocji wymyślona przez tą firmę. Przynajmniej coś się działo na scenie.

Cd Projekt
Chyba jako jedyny wydawca i developer postanowił dobrze wykorzystać te targi do swoich celów komercyjnych. Na ich stoisko można było głównie pograć w ich najnowszą grę muzyczną o Chopinie, jak i w inne, znajdujące się w ich planach wydawniczych, np. Tron. Każdy mógł sobie pograć i wyrobić opinię, czy w najbliższym czasie wygospodaruje środki na zakup gier, wydawanych przez tą firmę. Szkoda, że inni dystrybutorzy nie wyszli z podobnego założenia.

Nokia:
Oprócz bardzo ładnej hostessy, odwiedzający imprezę mogli pobawić się
Nokią N8, która była podłączona do telewizora. Jak dla mnie ten telefon
ma moc. Need For Speed, w które można było pograć, prezentowało się bardzo okazale i mam nadzieję, że ten produkt wzmocni konkurencję na rynku gier na telefony.

Qpad:
Na stoisku tej firmy można było zobaczyć, jak wygląda profesjonalne granie w Counter Strike. Główną atrakcją było zobaczenia mistrzów świata w tej dyscyplinie w akcji. Wszystko było przygotowane pod turniej i w taki sposób, by widzowie mogli widzieć na żywo, co się dzieje podczas pojedynków. Turniej cieszył się ogromnym zainteresowaniem wśród zwiedzających.

On/Off

Telewizory 3D:
Było ich mnóstwo. Gdyby nie gry, to ktoś by mógł pomyśleć, że to głównie targi technologii 3D. Mam swoje wnioski i przemyślenia dotyczące tego tematu, ale wolałbym je przekazać w oddzielnym artykule.
Pozostali:
Był też Creative, Asus, Windows, Epson i wiele innych firm. Bardzo
fajnie, że ich stoiska były pomyślane głównie pod kątem graczy i ich
oferta była skierowana do tej grupy. Rozdawano na tych stoiskach koszulki i inne gadżety.

Podsumowanie:
Nie udało mi się opisać wszystkiego, co widziałem, więc skoncentrowałem się na najważniejszych rzeczach. Dwa tematy, czyli Kinect oraz technologię 3D chcę opisać w oddzielnych artykułach.
Targi uważam za udane, ale jak już pisałem wcześniej - lista nieobecności jest naprawdę bardzo długa i niepokojąca. Jeśli to ma być obraz branży, to nie jest on najlepszy. Organizatorzy, czyli firma MPT przygotowała dobrze się do tej imprezy, jednak znajduję trzy poważne minusy:
- wejściówki i brak możliwości opuszczenia targów chociażby na 10 minut i powrotu.
- nagłośnienie: chyba każde stoisko miało swój własny zestaw, co powodowało, że każda firma próbowała się przekrzyczeć. A jak już na scenie głównej coś się działo, to był już wtedy koszmar.
- nie wiem, po czyjej stronie leży wina, że wielu firm i redakcji nie było na targach. Jako zwiedzającego mało mnie to interesuje, mam tylko nadzieję, że następnym razem [jeśli takowy będzie] lista firm, biorących udział w Targach, będzie bogatsza.
Są też plusy:
- lokalizacja i miejsce wystawowe. Chyba nie ma lepszego miejsca na tego typu imprezę w tym mieście. Organizatorzy zadbali, żeby wszystko było tak urządzone, jak powinno.
- na targach oprócz firm związanych z przemysłem gier były takie, które z tą dziedziną gospodarki ciężko powiązać, chociażby Epson, JVC, MSI.
Dobrym pomysłem było to, że swoje stanowiska mieli przygotowane pod graczy, chociażby rzucający się w oczy samochód rajdowy JVC. Ciężko było znaleźć na tych targach firmę, która sprawiałaby wrażenie "urwania z gałęzi" i całkowitego niedopasowania, a wierzcie mi, że czasami na targach tak bywało.
- dobrze, że jak już była scena, to prawie cały czas była w jakiś sposób zagospodarowana i coś na niej się działo.
- fajnie, że na targach znalazło się miejsce dla takich inicjatyw, jak
Retro Games albo Polish Xbox community. Wiadomo, że z własnych środków
ciężko by było im wykupić miejsce na targach, a dzięki swojej obecności wnieśli coś bardzo fajnego i interesującego (w szczególności wykład o
historii gier na stoisku RetroGames).

Moja ocena to: 4+

Mam nadzieję, że spotkamy się za rok na kolejnej imprezie On/Off, do zobaczenia.

środa, 20 października 2010
Filmik na dziś: Gran Turismo 5 już jest!

Nie którzy czekają, nie którzy już grają w najnowsze wyścigi Gran Turismo 5 na PS3. Co prawda w Japonii albo w jakimś innym azjatyckim kraju, ale dzięki dobrodziejstwo Youtube możemy zobaczyć jak najnowsze Gran Turismo wygląda. A wygląda dosłownie niesamowicie.

 

 

 

 

 

No właśnie. Może nie warto wierzyć we wszystko co się widzi w Internecie,  a można w nim zobaczyć naprawdę niesamowite rzeczy jak różnego rodzaju Jailbreaki :)

Warto czasami na chłodno pomyśleć niż się uwierzy w to co widać na filmiku z youtuba :)

wtorek, 19 października 2010
"To były czasy" odcinek 04: O spotkaniach z ludźmi z IRC.

Tradycyjnie, jak co wtorek, czas nas kolejny odcinek cyklu "To były czasy".
Tydzień temu mieliśmy przerwę, ale to się już nie powtórzy.
W poprzednim odcinku pisałem o moich początkach z Internetem. Teraz
chciałbym się skoncentrować na tym, jak wyglądał wtedy Internet,
czyli na przełomie wieków. Jak wyglądała wtedy społeczność w sieci i jak się z niej korzystało.
Z poprzedniego odcinka mogliście się dowiedzieć, jak drogą zabawą było korzystanie z sieci, co można było zrobić przez pół godzinny dziennie.
Odpowiedź brzmi: nic. Ani skorzystać porządnie z przeglądarki, ani z IRC [to takie  dzisiejsze Gadu-Gadu], już nie mówiąc o ściągnięciu czegoś z FTP [to taki  dzisiejszy torrent]. Dlatego wytworzyła się u mnie potrzeba znalezienia innych, tańszych i alternatywnych sposobów korzystania z Internetu. Najprostszym rozwiązaniem była kafejka internetowa. Może to kogoś  zdziwi, ale takich punktów w Warszawie było jak na lekarstwo, a jak już były, to korzystanie z nich nie było wcale o wiele tańsze niż w warunkach domowych. Do tego jeszcze te Windowsy, które powodowały, że wszystko  chodziło wolno. Pewnego dnia dostałem  od pewnego człowieka z kanału irc #amisia informację trzymaną w ogromnej  tajemnicy, że na ulicy Nowogrodzkiej jest kafejka PDI. Publiczny dostęp do Internetu. Od razu  następnego dnia wraz z bratem ciotecznym postanowiliśmy wytestować to miejsce, bo podobno było tam fajnie i tanio. Znalezienie tego miejsca nie było takie proste. Gdy już było się na owej ulicy było trzeba znaleźć odpowiednia bramę, wejść na podwórko, a potem wiedzieć do której klatki schodowej wejść. W tajemnicy zostało mi przekazane, że trzeba wejść do piwnicy, potem skręcić w lewo (a nie w prawo), iść prosto do końca korytarzem, potem w lewo. Na samym końcu tego labiryntu znajdowało się niewielkie pomieszczenie, w którym po obu stronach ścian znajdowały się komputery z Unixem. Za śmiesznie małe pieniądze, można było korzystać z Internetu do woli. Tak dla ścisłości godzina w tej kafejce kosztowała tyle co 30  minut w domu, a dodatkowo był tam niepowtarzalny klimat.

Amirc

Ja głównie   korzystałem z IRC i rozmawiałem z różnymi osobami na kanale #amisia. Jakoś przeglądanie stron internetowych w trybie tekstowym nie podniecało mnie. Gdy pojawiłem się pierwszy raz w tym miejscu, spotkałem się z pewnym zjawiskiem, które teraz jest trudne do wyobrażenia. Gdy wchodziłem na irc to pokazywał się na kanale mój adres ip z którego wynikało, że jestem w Warszawie. Różne osoby zaczęły mnie zaczepiać i pytać gdzie teraz jestem dokładnie. Nie miałem wtedy zakodowane w głowie hasła "nie wiesz kto jest po drugiej stronie komputera" więc śmiało odpowiadałem, gdzie dokładnie się znajduję. A miałem nikomu nie przekazywać dalej gdzie znajduje się PDI. Po godzinie pierwsze osoby z kanału #amisia zaczęły się pojawiać w kafejce. Zaczęły się rozmowy typowe dla amigowców, polegające na utwierdzaniu się w wyższości Amigi nad PC i ogólnie była miła atmosfera. Najlepsze jest w tym wszystkim to, że 60% wówczas poznanych osób znam do dziś, a było to 13 lat temu. Bardzo sobie chwalę te znajomości [pozdrowienia dla Tomeq i innych chłopaków]. Wtedy za każdym nickiem na IRCU nie czaił się pedofil, albo inny przestępca. Wtedy sieć była mniej dostępna i tylko dla nielicznych. Panowały jakieś zasady, dotyczące korzystania z IRC albo z grupy dyskusyjnej [coś takiego jak forum]; gdy ktoś nie przestrzegał tych reguł, mógł spotkać się z ogromnym potępieniem ze strony innych użytkowników. Wycinało się nieprzydatne treści z maili, bo wtedy każdy kilobajt był na wagę - impulsy i takie tam.
Teraz jak wygląda internet każdy widzi. Nie jest może jakoś super tragicznie, ale chamstwo szerzy się z każdej strony.

blue screen


Nie wiem czy wiecie, jak kiedyś wyglądało chuligaństwo w sieci. Albo - jak ktoś woli - głupie żarty. Gdy się miało Amigę i korzystało się z programu Amirc można było jednorazowo wkurzyć pokaźną ilość użytkowników Windowsa. Na Amigę wgrywało się specjalny scrypt do programu Amirc, wchodziło się na kanał #warszawa, #polonia #polska, gdzie roiło się od użytkowników Windowsa 95, naciskało się specjalny guziczek i tylko patrzyło, jak 30-40 osób wylatywało z irc, bo im się pecety zawieszały. W tamtych czasach Windows 95 był tak wspaniałym wynalazkiem, że z poziomu irc można go było w łatwy sposób zawiesić. Po 5 minutach grupa 30-40 osób wracała na kanał i krzyczała, co oni myślą o amigowcach i że Windowsy i tak są lepsze. Wtedy naciskało się specjalny guziczek jeszcze raz ..... Tą procedurę można było powtarzać do momentu, aż użytkownik Windowsów nie uświadamiał sobie, że to użytkownik Amigi jest jego Panem i Władcą jeśli chodzi o czas spędzany na ircu.....
Tak to kiedyś wyglądało. Teraz nie ma już praktycznie irca, grupy
dyskusyjne wyginęły, nieważne czy email ma 1 kb czy 1 gb a strony można
przeglądać ze średniej klasy telefonu gdziekolwiek się chce to zrobić.
Sporo się zmieniło.
Takie kiedyś były czasy.

Jeśli ktoś by chciał podzielić się swoją historią, niech piszę pod ten adres:

 

E-MAIL

czwartek, 14 października 2010
Bez parDONu: witajcie w złotej erze!

„Kiedyś to były gry!”, „lata 90 to był złoty wiek gier”, ”lata 90 to był szczytowy okres w przemyśle związanym z grami”...

 

BLA BLA BLA BLA BLA....!

 

Też już macie dość tego marudzenia? Bo ja tak. Ale w jakiego bloga by człowiek nie wetknął swojego wielkiego nochala tam wszędzie pełno gości zachwycających się tym co było kiedyś, tym jak wspaniale grało się kiedyś i jaką to estymą i poważaniem cieszyli się kiedyś gracze. Jak to wtedy było wspaniale, cudownie i w ogóle... w dodatku z lubością i zapałem godnym Macierewicza starają się wszem i wobec udowodnić, że to co się teraz dzieje na rynku gier to dramat, płacz, łzy i zgrzytanie zębami.

A czy aktualnie z grami jest tak naprawdę źle?

Popatrzmy dookoła siebie – na facebooku ludzie zakochali się w grze, która miała być zaledwie małym zabijaczem czasu, a tym czasem okazało się, że miliony ludzi, którzy „nigdy nie marnowali by czasu na coś tak trywialnego jak gry” logują się do facebooka, żeby tylko sprawdzić jak wygląda ich farma i pozbierać trochę kukurydzy...


Rock Band i Guitar Hero spopularyzowały zabawę z plastikowymi gitarkami do tego stopnia, że pojawiają się jako normalny gadżet obecny w niektórych rockowych knajpach w których można posłuchać ciężkiej muzyki, wybić browara i przy okazji popykać sobie w kolorowe guziczki na czymś co udaje prawdziwą gitarę. Ale czy, gdy ktoś bawi Się taką gitarą, jest wyśmiewany? Nie. Ludzie chętni show podchodzą i sami chcą się bawić. Bo jest to prawdziwa zabawa porywająca tłumy!. Żadna inna gra nie miała takiego potencjału nęcącego osoby, które nigdy nie grały w jakąkolwiek grę – bo czy osoba „z zewnątrz” (tzn nie ze świata gier) zapała taką chęcią do gry w Starcrafta II czy GTAIV? No way!

Powstaje całe mnóstwo gatunków, podgatunków, miksów gatunkowych gier. Praktycznie każdy rodzaj gatunek gier z wczesnych lat 80 rozrósł się na wiele różnych podgatunków a pojawiły się inne, jak chodzi ażby shootery fpp. Wszystko odbywa się oczywiście ewolucyjnie – gatunki skazane na wymarcie powoli wymierają - chociażby przygotówki point’n’click - świetne gdy moce obliczeniowe komputerów były mizerne, mogące przy tej znikomej mocy świetnie opowiadać historie, ale kompletnie przestarzałe w czasach gdy historie w grach można pięknie opowiedzieć za pomocą scenariusza przedstawionego za pomocą wyszukanych technologii.

Stopień immersji cały czas się zwiększa - przez coraz lepsze historie w grach, coraz lepszą grafikę, coraz lepszą muzykę,  wspomagacze  w stylu „pseudo 3d” w okularach czy kontrolery ruchowe dające lepszy „feel”. Ewolucja idzie do przodu – można z dużą dozą pewności założyć że w kolejnej generacji Xbox pojawią się takie smaczki jak np. 3d pozwalające oglądać sceny w grze pod różnymi kątami patrzenia (patrz 3d od Pana Lee).

Jak może to wzbogacić odczucia gracza w czasie gry? – aż strach się bać – szczególnie w przypadku surviwal horrorów.

Gry zaczynają śmiało wkraczać do popkultury – obserwujemy wzajemne przenikanie się świata gier, filmów, telewizji i komiksu. I mimo, że do tej pory gry były małym, biednym i skromnym siostrzeńcem ze wsi, to zaczynają wyrastać na równoprawnego partnera tychże mediów – Do kin wchodzi przyzwoitej jakości „książe Persji”, gry niemal na stałe zagościły w znaczącym popkulturowym zjawisku telewizyjnym jakim jest serial „The simpsons” – w niejednym odcinku pojawił się Xbox, Ps3, Wii czy nawet parodia Wii - "Funtendo Zii"

do której można dokupić grę „Zii Dance Dance Evolution” (ktoś kojarzy – parodią jakiej gry z Wii jest ten tytuł) (wiem –to żałośnie łatwe pytanie, ale ten konkurs nie ma nagród więc nie ma obaw, że przyjdą miliony kartek pocztowych z prawidłowymi odpowiedziami). Zresztą pojawianie się gier w filmach czy kreskówkach to ostatnio norma: „Click”, „The Game”, „The Fairly Oddparents”, „Malcolm in the Middle”, „My Bedbugs”, „Weird Years” czy „South Park” to zaledwie wycinek telewizyjnych show w których można zobaczyć gry/ usłyszeć o nich.
Czy w latach 90 gry tak łatwo przenikały do świata telewizji i kina? Ale pojawianie się gier w serialach czy filmach to tylko część zabawy! Sama telewizja i seriale wchodzą do gier (kiedyś oczywiście też się to działo – warto przypomnieć całkiem niezłe fpp „South park” [żółte śnieżki Kick rocks! – kto grał ten wie ] ) – warto wspomnieć chociażby o grach „Americas Next Top Model”, „Wallace & Gromit's” czy „ER-the game”.  Powstaje cała masa gier opartych o komiksy – przykłady są banalne – Genialny (ponoć) „Batman”, przez wielu uznawany za grę roku 2009, zapowiedziany niedawno „Kapitan Ameryka”, „Spider-man” czy świetne „XIII”. W drugą stronę to też oczywiście działa –warto wspomnieć chociażby o „Halo:Uprising”.

Gry rozpowszechniły się po świecie i stały się jednym z najbardziej dochodowych biznesów – Call of Duty Modern Warfare 2 pobiło rekordy sprzedaży i rekordy w ilości zarobionej kasy zarabiając w pierwszym tygodniu 550 milionów dolarów, by w późniejszym terminie dobić do MILIARDA dolarów. http://articles.latimes.com/2010/jan/14/business/la-fi-warfare-game14-2010jan14

 
(foto www.sxc.hu )

Więcej – przemysł branży gier jest w tym momencie wart więcej niż Hollywood i przemysł filmowy - http://www.tvischanging.com/news/2010/05/11/the-games-industry-now-worth-more-than-the-film-industry/

http://www.telegraph.co.uk/technology/video-games/6852383/Video-games-bigger-than-film.html

Gry rozpełzły się na masę różnych platform – gry to już nie tylko konsole stacjonarne, to również bardzo mocny rynek konsol stacjonarnych, telefonów komórkowych a nawet czytników do książek elektronicznych i platformy PC wraz z ich MMO!

A gry niszowe? Proszę bardzorynek gier Indie (zwany kiedyś rynkiem gier alternatywnych) rozrasta niezwykle szybko, głównie za sprawdą Xbox Live Arcade i PSN stał się niezwykle ważnym elementem rynku gier, a takich hitów jak „Braid”, „Pixel Junk Eden”, „Castle Crashers” czy „Flow” nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Gry te stają się popularne nie tylko wśród zapaleńców wyszukiwania nietypowych i alternatywnych gier, ale chwytają w swoje sidła zwykłych graczy – casuali których kuszą swoją innością i świeżością.

Ktoś chce stworzyć własną grę? Ale nie potrafi pisać oprogramowania/tworzyć grafiki etc? Żaden problem! Powstaje cała masa narzędzi – od prostych online’owych miejsc typu sploder.com, przez programy typu Game Maker czy My Game Builder po narzędzia typu „Kodu”, które mogą być za pomocą zwykłego Pada!

Oczywiście będą to proste rzeczy, ale z dużą dozą pewności można założyć, że dzięki nim, w tworzenie gier zaangażuje się znacznie więcej zdolnych osób, co owocować może jeszcze lepszymi produkcjami. Jeśli nie profesjonalnymi to może jakimiś Indie Games.

Popularność? Wśród ludzi poniżej 20 roku życia ciężko jest znaleźć człowieka, który nie miał styczności z grami bądź nigdy o nich nie słyszał, a znakomita większość tych młodych ludzi gra i to nie „od czasu do czasu” ale bardzo często. Gry stają się normalną rozrywką dla pokolenia <15. (Oczywiście może to generować problemy typu „mniej dzieciaków uczy się grać w nogę/siatę/kosza” ale to nie problem na ten krótki tekst . )

A będzie tylko lepiej. Będzie nas więcej, będzie więcej gier, rynek urośnie i będzie się liczył jeszcze bardziej. To kwestia czasu – bo gry to dobry biznes. A zarobić chce każdy. A zyskamy na tym MY – GRACZE. A to bardzo Dobrze. A w ogóle to chyba nie powinienem zaczynać zdania od „A”.

 

Czy ktoś ma jeszcze wątpliwości że jesteśmy u progu wspaniałej złotej ery gier?

środa, 13 października 2010
Wywiad: O GameDevie i o tworzeniu Two World II. Czyli rozmowa z Mariuszem Szaflikiem

Wielu z Was doskonale zna  Reality Pump. Całkiem solidna marka. Dlatego też wielu graczy z niecierpliwością wyczekuje Two Worlds II. Tylko w wywiadzie dla nas programista Reality Pump zdradza rąbka tajemnicy tej gry...

Branza_gier: Czy mógłbyś się przedstawić czytelnikom tego bloga i powiedzieć czym zajmujesz się w Reality Pump i przy projekcie "Two Worlds II". Jak trafiłeś do gamedevu w PL?

Mariusz Szaflik: Mam na imie Mariusz, mam 32 lata i juz nie jestem dziewicą ;-P [żart]
Jestem zapalonym rowerzystą a takze wiecznym marudą i upierdliwcem; domatorem, uwielbiam ciepło domowego ogniska i układanie klocków z moim synem. W Reality Pump jestem głównym programistą silnika 3D, a także sprzątam. Przy projekcie Two Worlds robię wszystko i na wszystkie trzy platformy. Jeśli chodzi o gamedev to najpierw byłem scenowcem w takiej mało znanej i niszowej grupie Android's Dream znanej później jako Addict, a potem ktoś wpadł na pomysł, bym napisał jakąś grę, bo co będę marnował czas na jakieś dema - i tak się to zaczęło. Potem pracowałem w kilku firmach, by w końcu osiąść szczęśliwie w nowo powstałym wówczas studiu Reality Pump w Krakowie.

Reality Pump

B_g: Projekty zrobione w Polsce i wydane na konsole PS3 można policzyć na palcach jednej ręki. Mógłbyś nam powiedzieć, z czego głównie wynika trudność robienia gry na tą konsole ?

MS: PS3 jako platforma do pisania gier jest bardzo wymagająca, sama specyfika procesora cell stawia wielkie wyzwania jeśli chodzi o architekturę engine'u, nie można dokonać portu 1:1 z PC/xboxa, trzeba zmienić podejście do wielu rzeczy, przywyknąć do uzywania assemblera,
o którym wielu nowych programistów gdzieś tam kiedyś słyszało, ze jest to przeżytek.

B_g: Skoro poruszyłeś wątek assamblera to muszę zadać jedno obowiązkowe jak
dla mnie pytanie. Czy demoscena to dobra "szkółka" jeśli chodzi o game dev dla programistów ? Jeśli nie to czy w takim razie studia są dobre dla przyszłych programistów w gier?

MS: Wiedzy nigdy za wiele, więc i demoscena, i studia sie przydadzą, ale najważniejsze są chęci do nauki, otwarty umysł i chęć do picia dużych ilosci piwa z innymi kolegami programistami - podobno nazywa się to "wymiana doświadczeń";-) Studia dają dobre podstawy teoretyczne, ale trzeba naprawdę dużo, dużo praktyki, żeby być w stanie poradzić sobie z tak dużym i złożonym projektem jak engine na PS3 czy xboxa - wiadomo, ze nikt świeżo po studiach, choćby nie wiem, jak dobrych, nie będzie przygotowany do opracowania takiego projektu, tu trzeba doświadczenia. Demoscena jest jednym z takich miejsc, gdzie doświadczenie można zdobyć, choć jakość owego doświadczenia zależy od tego, czy dema piszemy na kolanie i 5 minut przed deadlinem na party [czyli tak, jak zawsze], czy też przykładamy się do designu [nie chodzi mi tu bynajmniej o grafikę, lecz o kod i metodologię]. Jeśli dema piszemy na pierwszy sposób, to potem ten nawyk zostaje i mści sie okrutnie, ale jeśli wyrobimy sobie dobre nawyki pisania i projektowania kodu, to demoscenowe doświadczenie będzie olbrzymim atutem. Wiadomo, ze dzisiejsza demoscena nie jest taka, jak dawniej, poniekąd wymusiła to ewolucja sprzętu, dzis już mało kto siedzi nad optymalizacją procedury rysującej trójkąt i liczeniem cykli w Assemblerze, niemniej jednak scenowcy dalej starają się wyciskać siódme poty ze sprzętu - i to doświadczenie w niskopoziomowej optymalizacji jest bardzo cenne po przeniesieniu na świat konsol.

B_g: Czy mógłbyś opisać obrazową jak bardzo rozwinął się engine względem
pierwszej cześci Two Worlds a obecną. Awans z ligi .... do.....

MS: Rozwinął się bardzo, podobnie jak rozwinęły się technologie: przejście z DX9 do DX11, napisanie od nowa wersji xboxowej, zaprojektowanie engine'u od A do Z dla architektur wielordzeniowych [core 2 duo/xenon/cell], cały engine oparty jest na technologii HDR, więc wygląda po prostu fajnie.

Two Worlds II


B_g: A mógłbyś uchylić rąbka tajemnicy i powiedzieć jak ciężko pisze się engine na xboxa i na PS3. Różnica w trudności jest bardzo duża jak to niektórzy mówią?

MS: Ciężko, ale bez przesady. Jeśli ktoś nie miał do czynienia z architekturami PowerPC to musi się troszke na nie przestawić, musi też zmienić trochę tok myslenia i dostosować się do architektur wielowątkowych oraz ograniczonej ilości pamięci. W porównaniu z pecetem, na konsole trzeba pisać o wiele bliżej sprzętu, w sensie: używać więcej niskopoziomowych procedur, wykorzystywać różne niuanse architektury itd. Żeby napisać wydajny engine liczysie każdy cykl i każdy kilobajt pamięci. Nie demonizujmy ps3 - owszem, start dla nowego programisty jest ciężki ze względu na specyficzną architekturę i niestandardowe narzędzia, ale potem nie jest znacząco trudniej niż na xboxie. Po prostu trzeba się trochę bardziej starać.

B_g: Jakbyś mógł zareklamować swoją grę pod względem technicznym to jaką cechę enginu byś wskazał ?

MS: Fotorealistyczny model oświetlenia i kamery - to coś, do czego dążyliśmy i uważam, ze udało nam się osiągnąć. Kolejną rzeczą, z której jesteśmy dumni, to dynamiczne oświetlenie i praktycznie brak limitu ilości świateł na scenie, oprócz tego nasz engine potrafi obsługiwać naprawdę duże światy [60 km kwadratowych nie stanowi większego problemu] , poza tym bohater potrafi biegać, skakać, pływać, wspinać się po drabinie, pływać łódką i jeździć na koniu. Nie jest także impotentem i defautowo nie posiada białych włosów ;-)

B_g: Najtrudniejsza rzecz pod względem programistycznym z jaką się spotkałeś podczas robienia tej gry ?

MS: Zdecydowanie jest to synchronizacja pomiędzy PPU, SPUs i RSX na ps3. Każdy programista piszący na PS3 będzie wiedział, co to znaczy.

B_g: Jakich innowacji mogą się spodziewać fani tej gry po Two Worlds II ?

MS: Innowacji w stosunku do Two Worlds będzie dużo, po szczegóły odsyłam do kolejnych numerów Antaloor Post - http://www.twoworlds2.com/en/antaloor-post.html

Two Worlds II

B_g: Jakbyś chciał przekonać graczy, którzy nigdy nie grali w Two World do kupienia dwójki? Czy może to jest tytuł skierowany tylko do fanów serii?

MS: Two Worlds to naprawdę genialna gra, w Antaloorze można podróżować od pustyni przez puszczę i dżunglę, znalazły się tam wspaniałe miasta i dzikie ostępy, złote plaże i pirackie wyspy. Siłą TWII poza kampanią singleplayer jest rozbudowany system multiplayerowy, którego w podobnych konkurencyjnych produkcjach brak. Możesz zaprosić do rozgrywki swoich przyjaciół i przejść z nimi osobną kampanię multiplayerową, mozesz także zbudować własną wioskę i dzięki rzemieślnikom w  niej pracującym udoskonalić swój sprzęt [bitewny :)]; możesz także oddać się dzikiej rzezi w trybie deathmatch lub zbieraniu kryształów w crystalhuncie. Jeśli jesteś fanem pokera lub GuitarHero, to także znajdziesz w naszej grze coś dla siebie [możesz pograć na gitarze, bębenku i wielu innych instrumentach]. Fani Wiedźmina także będą zadowoleni z poziomu interakcji, gdyż główny bohater potrafi jeździc konno, skakać, pływać i wspinać się :-) Nie jest także impotentem ;-)

B_g: Czy jako twórca gier w swoim wolnym czasie grasz w jakąś grę ? Jeśli tak? To robisz to z zawodowych obowiązków czy dla własnej przyjemności ?

MS: Oczywiście, ze robię to z zawodowych obowiązków [czyt. przyjemności:)] i gram w każdą grę, jaka tylko wychodzi, od Lego Batman po Assasina i Mass Effecta.

B_g: Dziękuje za wywiad. To była prawdziwa przyjemność. Czy chciałbyś powiedzieć coś czytelnikom na koniec ?

MS: Tak. Życie jest ciężkie. ;-P

 

Jeśli ktoś by chciał zadać jakieś pytanie dotyczące gry Two Worlds II naszemy rozmówcy to proszę pisać pod ten email lub umieścić pytanie w komentarzu :)

niedziela, 10 października 2010
Relacja z Comic Con - zapowiedź

Redaktor Dawid, który teraz przybywa w USA na Comic Con nadał nam tą oto depesze:

 

W dniach 8.10-10.10.2010 w Nowym Yorku odbywa się New York Comic Con. Impreza dla wielbicieli komiksów, mangi, anime oraz wszelkiego rodzaju dziwactw. Jest to jedna z największych tego typu imprez na świecie. W tym roku zaproszono wielkie gwiazdy komiksu/anime i TV. Nie zabrakło takich nazwisk jak Stan Lee czy Ben Templesmith. Podczas takich imprez nie może zabraknąć branży growej. W tym roku podczas targów można zwiedzić stoiska kilku wielkich graczy. Na wejściu trafiamy na wielkie stoisko UBI gdzie możemy zapoznać z nową pozycją, jaką jest gra muzyczna z Michaelem Jacksonem "MICHAEL JACKSON THE EXPERIENCE". Disney zaprezentował grę TRON. THQ pokazało Warhammer 40K Ultramarine. Capcom pokazał nową część Marvel vs. Capcom. Na stoisku Rockstara możemy zagrać w RDR wraz z najnowszym zombiastym dodatkiem. Wisienką na koncie była możliwość zagrania w „Dead space 2” To, co napisałem to tylko maleńka część genialnej imprezy. Za kilka dni napiszę obszerną relację wraz z galerą i zdjęciami hot… znaczy hostess

Comic Con

 

Nie wiem jak wy? Ale ja czekam z niecierpliwością :)

wtorek, 05 października 2010
"To były czasy" odcinek 03: Internecik

Dziś jest wtorek więc czas na kolejny artykuł z cyklu "To były czasy"!!

Internet dziś to żaden rarytas. Leży niemal jak żebrak na ulicy. Każdy może go wziąć i zainstalować u siebie. Rozprzestrzenia się szybciej niż Wąglik w Europie. Dociera dalej niż Martyna Wojciechowska. Jest dziś realniejszy niż Yetii w Himalajach. Uzależnia bardziej niż poranna kawa. Epatuje na nas bardziej niż promienie UV. Kto by pomyślał, że jeszcze w latach 90-tych ubiegłego wieku...Dzisiaj czas na opisanie przygód autora tego bloga z Internetem. A działo się sporo.

Gdy już dostałem swoją super wypasioną Amigę, przyszedł czas na kupno
Internetu. Bo tak się wtedy o tym mówiło. Nastąpiło to gdzieś w 1996 albo 1997 roku. Jaki był główny powód, że udało mi się przekabacić rodziców do tego pomysłu? Odpowiedź jest bardzo prosta - a nazywa się Aminet.

Aminet

Czyli taki duży FTP z programami i wszystkim innym, co się da na Amidzę odpalić. Dawno, dawno temu, czyli 14 lat temu chodziło się do sklepu i kupowało się płytkę Aminem, na której znajdowała się kolekcja programów w ilości 650 MB. To była ogromna pojemność. Pewnie ktoś może zadać sobie pytanie czy to się w ogóle opłacało, ale o tym trochę później. No więc, gdy zorientowałem się, że w takim Aminecie, który był częścią Internetu, jest więcej rzeczy niż wszyscy użytkownicy Amigi w Warszawie mają na swoich dyskietkach, postanowiłem działać.

Dyskietka


Udało mi się kupić [czytaj: rodzice mi kupili] modem firmy Zoltrix o prędkości 14,400 kbps, co dawało w praktyce jakieś 3 kb/sekundę. Rodzice, podczas podłączania modemu, nie wiedzieli, jaki błąd popełnili, pozwalając mi na przyniesienie tego urządzenia do domu.
Gdy już wszystko było podjęte, należało połączyć się z Internetem.
Tak, tak - w tamtych czasach nie było stałych łączy. W ogóle nikomu się to nie śniło. Ale był bezpłatny Internet w Polsce. Bezpłatność polegała na tym, że Telekomunikacja Polska udostępniła publiczny numer, na który można było się dodzwonić pod pewnymi warunkami i korzystać z dobrodziejstw sieci. Płaciło się za impulsy telefoniczne, ale już za korzystanie - nie. Płaciło? W tamtych czasach to był haracz, a nie opłata! W 2010 roku trudno by sobie wyobrazić, żeby dostęp do Internetu kosztował więcej niż 100 zł. To teraz opiszę, jak sytuacja wyglądała w 1997 roku. Nie było wtedy darmowych minut, tylko impulsy. Impuls to były trzy minuty, które kosztowały 30 groszy. Więc jeśli ktoś chciał korzystać codziennie po pół godzinki, to musiał mieć sporo kasy na to odłożone. Bo: 30 minut=10 impulsów. 10impulsów*30 groszy, więc 30 minut kosztowało 3 złote, które przemnażamy przez ilość dni w miesiącu, czyli 30. Wychodzi nam zatem 90 zł. Do tego abonament za korzystanie z stacjonarnego telefonu - jakieś 40 złotych, plus do tego rozmowy normalnych
użytkowników. Pewnie wiele osób, które teraz to czytają, pamięta zdziwienie rodziców, gdy rachunek z 80 zł doszedł do wysokości 200-250 zł. A mówimy tutaj o półgodzinnym korzystaniu z Internetu dziennie, a wiecie jak to jest... Ile to razy wmawiałem rodzicom, że listonosz, który faktycznie miał kłopoty z alkoholem, gubił albo zapominał rachunku telefonicznego ze sobą. Po prawdziwie to było tak, że byłem umówiony z listonoszem, od którego za drobne na piwo przechwytywałem rachunek telefoniczny i chowałem go przed rodzicami. Jak się domyślacie prawda wyszła kiedyś na jaw. Ale to była tylko połowa problemu. Nigdy nie zapomnę miny rodziców, gdy zobaczyli rachunek wysokości 600 zł. Grrrrr

Listonosz


Drugim problemem tamtych czasów było łączenie się z Internetem. Był ten numer 0-2021222 z loginem PPP i hasłem PPP, choć zdarzali się cwaniacy, którzy tę wiedzę sprzedawali za kasę. Miałem  program do łączenia z Internetem. Rozpoczynał się więc proces łączenia, który mógł trwać nawet pół dnia jak nie kilka. Podejrzewam, że wyglądało to tak, że był jeden "dostęp do Internetu" na ogromną ilość mieszkańców, co powodowało ogromne kolejki. Niestety, powiedzenie "spotkamy się w sieci za 5 minut" wtedy nie funkcjonowało. Tutaj trzeba napisać o niewątpliwej przewadze Amigi na PC w tamtych czasach. Polegała to na tym, że program na Amigę MIAMI do łączenia się z siecią miał taką możliwość, że ilość prób połączenia się z siecią można było wpisać dowolną. 100, 1000, 10000 - co było bardzo praktyczne. Wciskało się klawisz "connect", szło się oglądać telewizję i czekało się, aż nastąpi
"syczenie modemu".

Pecet wraz z Windowsami miał tego pecha, że w programie
do łączenia się z siecią można było wpisać maksymalnie 99 prób
, co w
tamtych czasach było liczbą o wiele za małą.
Tak to wtedy wyglądało. Z perspektywy czasu muszę powiedzieć, że naprawdę było widać, że Telekomunikacja Polska robi postępy z miesiąca na miesiąc i z czasem doszło do takiego momentu, że łączyło się za pierwszym razem. Mówię tu o upływie okresu paroletniego. Chciałbym tu wspomnieć także o czymś takim jak PCM. Była to prawdziwa zmora wszystkich
internautów w latach dziewięćdziesiątych. PCM to była taka biała skrzyneczka zamontowana na klatce schodowej, która jedną linię dzieliła na kilku użytkowników telefonu. Było to słuszne, ale oprócz rozdziału telefonu, robiło też rozdział szybkości Internetu. Więc zamiast 3 kb/s był w porywach 1 Kb/s.
Fajne to były czasy. Ale trzeba pamiętać o paru rzeczach. Moim zdaniem wtedy polski Internet nie odstawał tak bardzo od światowego. W "Magazynie Amiga" redaktor Rafał Wiosna napisał o darmowych kontach internetowych w USA. Ten sam redaktor parę miesięcy potem założył free.polbox.pl oraz friko.onet.pl czyli Optimusnet [tak to samo co onet.pl].

Polbox

Darmowe, nieograniczone pojemnościowo konta pojawiały się w Polsce bardzo szybko. Już w 1998 roku byłem świadkiem testowania przez jedną z kablówek Internetu. Szybko to się wszystko działo i nie można powiedzieć, że staliśmy w miejscu. Niech dobrym przykładem tamtych czasów i pomysłów będzie pozycja takich firm jak Allegro albo Gadu-Gadu, które zaczynały w tym samym czasie, co ich zagraniczni odpowiednicy.
Pamiętam tamte czasy również jako okres, kiedy jedna strona mogła na kilku
przeglądarkach inaczej wyglądać, przez pryzmat programów do zliczania
impulsów telefonicznych i zapisywaniu ile to się wydało na Internet w danym miesiącu.
Takie to były czasy wtedy..

Jeśli ktoś by chciał podzielić się swoją historią, niech piszę pod ten adres:

 

E-MAIL

 
1 , 2
PS3 Trophy Hunters: trofea, poradniki do gier na PlayStation 3 po Polsku
redakcja