RSS
wtorek, 28 września 2010
"To były czasy" odcinek 02: Amiga Rulez!
Zgodnie z wtorkową tradycją, zamieszczam kolejny artykuł z tego cyklu. Pierwszy odcinek możecie przeczytać tu. Dzisiaj przesiadamy się z atarynki na Amigę. Chciałbym przypomnieć, że to, co czytacie w tym artykule jest oparte na prawdziwych wydarzeniach z życia autora.
Jeśli ktoś by chciał podzielić się swoją historią to proszę pisać na ten

email

To były czasy: Amiga Rulez!!

Jak już pisałem wcześniej, po Atari moim następnym komputerem była Amiga. Na początku była to Amiga 500 z 1MB pamięci. Z czasem została rozbudowana do takiej oto konfiguracji: Amiga 500 2.5 MB Ramu, Kickstart 3.0 oraz czytnik CD-ROM A-570. Mocno działałem w zakresie grafiki na tym komputerze, głównie dzięki programowi Deluxe Paint IV. Jednak z czasem poczciwa 500-tka robiła się za ciasna dla moich potrzeb. Może to was zdziwi, ale pod koniec użytkowania tej maszyny głównie zajmowałem się grafiką 2D. Wynikało to z faktu, że jako zagorzały fan bardzo aktywnie uczestniczyłem w wojnie PC vs Amiga. A żeby obalić mit, że "Amiga jest tylko do gier" robiłem różnego rodzaje animacje, by znajomym pokazać, jakie fajne rzeczy można robić.

Deluxe Paint IV


Czas mijał i w domu pojawiał się coraz częstszy temat zmiany komputera na coś lepszego. W tym wypadku czymś lepszym miała być Amiga 1200. Moim nieszczęściem było to, że coraz większe ograniczenia Amigi 500 i potrzeba zmiany na lepsze, pokrywały się z egzaminami do liceum. Rodzice postawili sprawę jasno. Zdasz tam gdzie trzeba, wtedy dostaniesz nowego kompa. Nie miałem zbytniego wyboru. Musiałem odstawić myszkę a zająć się książkami.....
Egzamin zdałem do liceum tak jak trzeba. Gdy zobaczyłem się na liście kandydatów, którzy dostali się do szkoły, moja radość z tego trwała dosyć krótko. Uświadomiłem sobie, że obiekt moich marzeń, czyli nowiutka Amiga 1200 jest bliżej mnie niż kiedykolwiek. Nie byłem typem syna, który do rodziców podchodził i mówił tylko "daj, daj, daj". Czekałem cierpliwie, aż rodzice zrealizują swoją obietnicę.
Ciekawie zaczęło się robić, gdy rodzice wysłali mnie na dwa tygodnie do moich braci ciotecznych. W tym samym czasie jeden z  nich pojechał na wymianę do mnie. Te dwa tygodnie głównie spędziłem na przeglądaniu Magazynów Amiga i układanie sobie konfiguracji komputera marzeń w głowie. Nie mogłem się do końca zdecydować, co chcę mieć.
Gdy już miałem wracać do domu, dzień wcześniej jeden z moich braci ciotecznych wrócił i miałem okazję z nim porozmawiać. Przyparty do ściany powiedział, że coś fajnego czeka na mnie w domu.
Amiga 1200 Magic

Od razu wiedziałem, że tym czymś fajnym jest nowiutka Amiga. Droga pociągiem z zachodniopomorskiego do Warszawy była koszmarem. Przez całe 6h drogi chciałem rozszarpać maszynistę, bo jechał stanowczo za wolno. Dłużyło się to strasznie. Momentami zastanawiałem się czy szybciej nie będzie jak wyskoczę z pociągu i pobiegnę do Warszawy. Tak bardzo się cieszyłem na tą myśl, że będę miał Amigę 1200, że z trudnością się opamiętywałem.
Gdy wreszcie dotarłem do domu i przywitałem się z Mamą moim oczom ukazał się przepiękny widok. Na kredensie leżały następujące rzeczy:
Amiga 1200 edycja Magic
przystawka Toms
FG 24 z interfejsem PCMCIA
Dysk Twardy 650 MB
Karta Turbo Phase 5 1230/50 mhz
Pamięć Simm 16 MB.
CD-Rom Mitsumi prędkość 4x

Oszalałem z radości!!!! Najpierw rzuciłem się na rodziców, żeby im podziękować. Potem rzuciłem się na pudełka. Tak byłem szczęśliwy, że nie wiedziałem, za co się zabrać. Tylko mój Ojciec sprowadził mnie na ziemie i zasugerował, żeby zaczął od instrukcji i przekazał mi wiedzę zdobytą w sklepie. Rodzice nie wiedzieli, że czas spędzony u rodziny przeznaczyłem również na naukę instalacji Amigi na sucho. To spowodowało, że podłączenie wszystkiego zajęło mi 30 minut. Wtedy zaczął się prawdziwy dramat pod tytułem, co ja zrobię z tak dużym dyskiem 650 MB. Śmiejecie się? Dla użytkownika, który przechodził z dyskietki na twardy dysk była to ilość przeogromna. Nie ważne jak śmiesznie to brzmi teraz. Zacząłem od instalacji systemu Workbench 3.1 i kolejnych gier i programów, które wchodziły w zestaw Magic. Amiga Technologies do nowych komputerów dodawała gry i programy, które umożliwiały zabawę na 100%. Były w tym edytory tekstu, bazy danych, programy do grafiki. Co lepsze polski dystrybutor firma Eureka dorzucała od siebie kolekcje polskich programów. Robiła się z tego całkiem porządna kolekcja softwaru. Gdy wszystko zainstalowałem okazało się, że wszystko ma 50-60 MB. Po tym procesie zaczęło się testowanie. Nie wiedziałem, od czego zacząć. Więc odpalałem wszystko po kolei i testowałem jak to działa. Nawet nie zauważyłem, gdy moi rodzice około drugiej w nocy mówili mi, żeby już szedł spać, bo jest późno. Nie przejmowałem się tym. Szkoda było mi czasu na takie błahostki jak sen. Nie chciałem tego robić, bo bałem się, że jak się obudzę to okaże się, że to był sen. Chciałem, żeby ta chwila trwała i trwała w nieskończoność. Chyba nigdy później nie byłem tak szczęśliwy jak wtedy, jeśli chodzi o komputery i gry.
Amiga 1200

Wtedy spełniło się moje największe marzenie. Miałem swoją Amigę marzeń a jak ktoś przyjrzy się konfiguracji to sam przyzna, że na tamte czasy to był kawał dobrej maszyny. Od tego czasu zaczęła się nowa niesamowita przygoda z Amigą. Ale o tym w kolejnych odcinkach.

To były czasy. Naprawdę bardzo, ale to bardzo piękne czasy. Wiem, że już one nie wrócą i już nigdy nie będę tak szczęśliwy jak wtedy.

Amiga Rulez!
poniedziałek, 27 września 2010
Szybki komentarz - Kto tu kogo promuje ?

Inspiracją do napisania tego artka był  news znaleziony na serwisie GameCorner napisanym przez Pawła Plazę. Opisuje on do jakiego wielkiego[ech], wiekopomnego wydarzenia doszło na ulicach Warszawy. Niejaka Marina Łuczenko wraz z prezenterem telewizyjnym Marcinem Prokopem uczestniczyli w promowaniu gry Need For Speed Hot Pursuit. To, że zablokowali ważna ulicę w  centrum miasta, żeby jakiejś małolacie zrobić zdjęcia nie rusza mnie. Poruszyły mnie dwie inne kwestie. Pierwsza z nich to stwierdzenie Pawła Plazy "Cóż, chcieliśmy, żeby gry należały do "wielkiego świata", no to należą" Druga kwestia to pytanie kto tu kogo tak naprawdę promuję. Gra, nikomu nieznaną piosenkarkę? Czy nieznana piosenkarka grę?

Co do pierwszej kwestii. Ja do takiego świata nie chce należeć. Oczywiście wolałbym, żeby gry były lepiej spostrzegane przez społeczeństwo, ale ludzie pokroju Mariny, Prokopa, Jacykowa czy też Ibisza są dla mnie nikim. Ja na pewno nie chciałbym, żeby gry trafiły do odnogi świata polskiego marnego show-biznesu. Czy teraz będzie moda? Że każda szanująca się gwiazda będzie na siłę graczem i wszędzie będzie się pojawiać z padem?

promocja NFS

Ja naprawdę nie chce, żeby gry wchodziły do takiego świata jak ten z promocji NFS HP. Już niech lepiej zostaną tam gdzie są. Niepokoi mnie prognoza Pawły Płazy, że takich rzeczy możemy spodziewać się więcej. Jest to bardzo niepokojący i chyba niewskazane, dla rozwoju gier w Polsce.

Druga kwestia.
Rok temu podczas sprzedaży Need For Speed Shift przypadkiem dowiedziałem się, że ta cytata blondyna wycięta z tektury stojąca w sklepie z grami to "słynna" Iga Wyrwał. Słynna z rozbieranych sesji na wyspach brytyjskich. Pewnie nie byłem odosobniony i wielu gracz dowiedziało się przy okazji, że ta Pani nie jest ściągnięta z internetu tylko ma imię i nazwisko i co ważniejsze jest "słynna"

promocja NFS

Nie wiem jak wy, ale mam wrażenie, że to gra Need For Speed wypromowała Igę Wyrwał w środowisku graczy.
W tym roku z okazji promocji najnowszej wersji NFS mamy do czynienia z pewnym rodzajem eventu. Czyli takiej bardziej rozbudowanej akcji promocyjnej. Kłopot polega na tym, że o tej Marinie Łuczenko dowiedziałem się dzisiaj. Jej osiągnięcia są marne co by nie powiedzieć żenujące. Jedna płyta, jedna rolka w serialu. Kto to jest ? Czy nie mamy przypadkiem do czynienia, znowu z sytuacją, że jakaś gwiazdeczka na plecach znanej gry promuje swoją osobę. Czy w dzisiejszych czasach firmą promującym gry, zależy, żeby takie zdjęcia szły w "świat"?

promocja NFS

Kto tu kogo promuje ?
Zaraz usłyszę, że trzeba dbać o tych co jeszcze nie grali, a nie o tych co już poprzednie części kupili. Ja się z tym nie zgadzam. Bardziej logiczne i uzasadnione jest przywiązywanie graczy do danej marki niż promowanie się na pudelkach lub plotkach. Na serwisach na których bardziej istotne jest kto do kogo się uśmiecha niż sama gra. Przykład znajdziecie tutajTego typu eventy powodują u mnie jak i u innych graczy spory niesmak. No, ale widać, że ważniejsi są ci co czytają serwisy plotkarskie niż ci co kupują gry

Jeśli to ma być najnowszy rodzaj ekspansji na nowych graczy to gratuluje dobrego samopoczucia. Wiadomo, że lepiej zrobić cyrk na ulicy niż ustawić kilka stanowisk w galerii handlowej gdzie każdy by mógł podejść, zobaczyć i trochę sobie pograć. Chyba, że ta gra jest tak "rewelacyjna" że gdyby ktokolwiek mógł choć przez minutę w nią pograć to by jej na pewno nie kupił. Wtedy to by tłumaczyło czemu musimy być świadkami takich promocji.

 

Redaktor Dawid też zabrał głos w teuj sprawie:

Zobaczyłem film reklamujący nowego NFS-a i ręce mi opadły. Pod względem obsługi klienta polska branża elektronicznej rozrywki raczkuje. EA chce być światowe a wyszło zaściankowo. Pisałem kilka dni temu na temat jakości teledysków muzycznych w naszym kraju. Nadal w tej dziedzinie jesteśmy około 20 lat za zachodem. No i niestety w branży gier jest podobnie. Wiem, że zachód ma większe budżety, nazwiska itd. Panowie z marketingu firm dystrybucyjnych (zwracam się do wszystkich nie tylko do EA). Nie liczy się kasa, nie liczy się wesołe ryło Prokopa tylko pomysł. To, co pokazano jest chyba wytworem jakiegoś poniedziałkowego „brainstormu”. Marketing przyszedł skacowany do pracy i wyszedł taki oto poroniony pomysł. Rozumiem zasada prosta, szybkie auta, ładna laska no i jakiś celebryta. To na pewno się sprzeda. Bullshit. Sprzeda się sama marka NFS, jeśli tylko gra nie będzie zła. Sprzeda się na zachodzie gdzie celebryci są innej klasy, gdzie społeczeństwo trochę inaczej do takich akcji podchodzi.

promocja NFS


Na chwilę obecną zobaczyłem taki obraz:

Jedzie sobie po ulicach miasta czerwony samochód wyścigowy. Za nim wyścigowe auto w wersji policyjnej. Wyprzedza i zamiast zajechać drogę Pan Prokop sobie kółeczka robi. Zero w tym logiki. W tym czasie normalna osoba by ze dwa razy mu uciekła. Wysiadł z auta robi minę groźnego oblecha i zakuwa laskę w kajdanki. To nie jest reklama gry, tam nie ma powera, napięcia nie ma nic. To jest po prostu reklama celebrytów.

EA – jeśli chcecie sprzedawać produkt w ten sposób i tak go reklamować to na pewno nie trafi to do mnie. Mam swoje lata, mam swoje zdanie i nigdy, ale to przenigdy przerośnięty facet z twarzą śliniącego się oblecha i blachara nie przekonają mnie, że produkt, który gdzieś tam z tyłu jest za nimi będzie produktem dobrym.

Moja rada. Na chu… klientom celebryci, lepiej skupcie się na tym, aby wydania były pełne, by działały w nich DLC, aby polonizacje jak już są były naprawdę na wysokim poziomie.

A teraz tak jak by to wyglądało w USA.

Autostrada. Pościg. Helikoptery. Deszcz, wiatr, tornado. Wybuchy. Genialne ujęcia kamer policyjnych i akcja, akcja i jeszcze raz akcja.

Panowie uczcie się:



Bo w polskiej wersji to chyba gra o jakimś kolesiu, który łapie laski na swoje policyjne auto.

środa, 22 września 2010
Obrazek Dnia: Cała masa obrazków z retro wystawy

Czytelnik tego bloga, czyli Virus wracając z pracy do domu przechodził przez Krakowskim Przedmieściu [tak, to te same od krzyża] i zobaczył bardzo ciekawą rzecz, która zainteresuje każdego, kto lubi stare komputery. Przechodząc zobaczył tą oto wystawę sklepową w księgarni Prus. Prawda, że urocza? Cała ta kompozycja została zrobiona w celu promocji książki "cyfrowe marzenia"

Retro wystawa

Książka, książkę, ale zobaczmy, co dokładnie widzimy na tych zdjęciach.
Proponowałbym, że jeśli ktoś ma małe dziecko i chciałby pokazać jak wyglądały stare komputery to jest to takie mini muzeum techniki. Przesadzam? Możliwe, ale chciałbym zobaczyć kozaka, który by pokazał mi drugie takie miejsce gdzie stare komputery są i można sobie je obejrzeć.
Pierwsze, co się rzuca w oczy to komputer po prawej stronie. Dla niewtajemniczonych objaśniam, że jest to Amstrad 6128 firmy Amstrad [skrót od Alan Michael Sugar Trading]. Warto zwrócić uwagę, że jest to model wyposażony w stację dysków wbudowaną w obudowę. Brzmi znajomo amigowcy? Bardzo rzadki model w naszym kraju. W ogóle te maszyny cieszyły się znikomą popularnością i nie znałem nikogo, kto by go miał. Jedyne miejsce gdzie można było to zobaczyć i to na zdjęciach był magazyn Bajtek.

Retro wystawa

Tuż nad nim monitor kolorowy tej firmy Schneider. Na ekranie widać basica, czyli podstawowy shell dla tego cuda. Z dobrych źródeł wiem, że na tym monitorze czasami można było zobaczyć Bulder Dash'a. W sąsiedztwie  możemy znaleźć stare karty graficzne, pokroju "S3 Virge" oraz starego poczciwego Soundblastera. Zauważyliście, że jeszcze 10 lat temu problem chłodzenia układów graficznym nie istniał? Warto zwrócić uwagę na rozsypane wszędzie banki pamięci typu SIMM. Jeśli one są jeszcze sprawne to dziwie się, że jeszcze nikt szyby nie wybił, bo teraz takie rzeczy są na wagę złota.

Retro wystawa

Bardziej po środku można zaobserwować taki czarny kwadracik w wymiarach 5 i 1/4 cala. To dyskietka, czyli taki praprapradziadek Blue-Raya. Była ona dwustronna, czyli można było zapisać coś z dwóch stron. Jeśli mnie pamięć nie myli miała ona pojemność 360 kb. Nie 360 MB tylko kb. Potem były dyskietki małe, czyli 3 i pół cala, ale większość osób już je chyba kojarzy, więc dlatego żadnej z nich nie możemy za szybką znaleźć.
Ciekawie robi się po drugiej stronie i to bardzo. Widzimy na pierwszym planie Commodore 64.

Retro wystawa

Na nim leży kaseta magnetofonowa, która była popularnym nośnikiem danych w czasach rządzenia tej maszynki. Przyjrzyjmy się bliżej, jeszcze bliżej, co tam dokładnie jest napisane na tej kasecie........ "C-64 Studio "Karo" zestaw Nr 125”. Czyli ta kaseta jest piracka! W latach 80-tych tylko były takie. Oryginał to można było mieć wtedy, gdy na zachodzie miało się jakiegoś Wujka albo Ciotkę.

Retro wystawa


Tuż w bliskim sąsiedztwie jest pudełko na kasetę z okładką przedstawiającego motocyklistę. Też firmy "Karo". Czyżby kolejny kolekcja gier? Jeśli już jest Commodore to nie może zabraknąć magnetofonu, który te wszystkie pirackie kasety odtwarzał. Więc jest i on na wystawie, jest piękny z okrągłymi kształtami i w odpowiednim odcieniu żółci. Warto zwrócić na taką małą dziurkę nad napisem Commodore a poniżej pojemnika z kasetą. W te miejsce wkładało się śrubokręt i dostrajało się głowice do zapisu na kasecie. Widać, że ktoś mocno sobie pogrywał na tym sprzęcie. Czyżby w środku znajdowała się kolejna kasetę z zestawem pirackich gier? Jedyną rzeczą, która nie pasuje w tej całej kompozycji to ta dziwna dyskietka po lewej stronie z napisem ZIP. To forma przejściowa pomiędzy dyskietkami trzy i pół cala, które miała pojemność około 1 MB [w zależności od gęstości] a CD- Romem, który miał około 650 MB. Coś, co miało zrewolucjonizować rynek a jak zawsze nie wyszło. Miał to być taki dzisiejszy pendrive. Coś, co miało łatwo pozwalać nam przenosić dane w dużej ilości, a wtedy 100 MB to była gigantyczna ilość. Brało się taką dyskietkę wraz z stacją odczytu i szło się do kogoś i można było te dane przegrać po uprzednim podłączeniu tego urządzenia albo do portu serial albo do PCMCIA. Nie był to sukces rynkowy. Może, dlatego, że chwile później pojawiły się CD-Romy, a może, dlatego też, że za każdym pierwszym razem było trzeba to instalować. Niestety, technologii Plug&Play wtedy jeszcze nie było.   
Cała wystawa jest obsypana starymi kartami graficznym do PC.

Retro wystawa


Dla mnie pracownik tej księgarni, który wpadł na ten pomysł jest mistrzem. Gratuluje oryginalnego pomysłu. Może nie trzeba wydawać majątku, żeby mieć ciekawą promocję. Jak dla mnie rewelacja. Z tego, co wiem to chyba ktoś w tej księgarni umie to wszystko obsłużyć.
Jeśli ktoś jest z Warszawy i ma chwilę wolnego czasu to warto się przejść na ulicę Krakowskie Przedmieście 7 i sobie to wszystko przez szybę obejrzeć, powspominać. No i nie daleko jest Pałac Prezydencki.
Gratuluje pomysłowości pracownikom księgarni Prus.

Retro wystawa

Specjalne, mega podziękowania dla Virusa, który powiedział o tym wszystkim i chciało mu się sfotografować całą wystawę. Ogromne ciepłe podziękowania.

wtorek, 21 września 2010
"To były czasy" odcinek 01: Kłopoty z Atari"

Dzisiaj rozpoczynamy nowy cykl na tym blogu. Nazywa się on "To były czasy". Polega on na tym, że autorzy tego bloga wraz z innymi zaproszonymi osobami, będą wspominać magiczne chwilę w komputerowym świecie. Takie momenty, które teraz wspominamy bardzo ciepło i potrafimy je skwitować zdaniem" Echhh, to były czasy"

Jeśli ktoś by chciał się do nas dołączyć proszę pisać na ten

email

To były czasy: Kłopoty z atarynką
Chociaż moim pierwszym komputerem był ZX Spectrum, to prawdziwa przygoda zaczęła się z Atari 65 XE. ZX Spectrum pamiętam jak przez mgłę, tylko tyle że komenda LOAD "" uruchamiała grę i to, że ostro pogrywałem w Paper Boya, Bomba Jack'a [tytuł który za dzieciństwa opisywałem słowami, pszczoła zbierająca bombki] i w ninję czyli Saboteur. Takim świadomym graczem stałem się dopiero wtedy gdy dostałem, Atari. Wcześniej to rodzice musieli mi odpalać gry, a z Atari byłem już bardziej samodzielny.
To co mnie najbardziej zszokowało w atarynce były kłopoty z odpalaniem gier. Sprawa wyglądała następująco. Miałem na kasecie 2-3 gierki z których wczytywała się tylko jedna pod pewnymi precyzyjnymi warunkami.  Przede wszystkim trzeba było mieć anielską cierpliwość. Wczytanie gry za pierwszym razem zdarzało się również często co wygrana naszej reprezentacji w piłkę nożną. Drugim jakże istotnym warunkiem był całkowity bezruch i milczenie. Wystarczył jeden fałszywy ruch, nie potrzebne otwarcie drzwi, klaśnięcie, pojawienie się za blisko magnetofonu, żeby cały mozolny proces szlak trafił. To powodowało, że początkowo Atari wspominałem jako koszmar. Do czasu.....

Magnetofon Atari


W którąś sobotę, pojechałem z ogromnymi pretensjami na giełdę na Grzybowskiej. Miejsce kultowe i magiczne. Co tam się działo i co można było kupić. Poezja. W swoją podróż zabrałem kasetę z grami i magnetofon, bo nie godziłem się na to, żeby jedna na dziesięć gier się wczytywała. Myślałem w swej naiwności, że może magnetofon trzeba dostroić tak jak robi się to z magnetofonami z Commodore 64. Gdy doszedłem do stoiska z grami na Atari z miną wściekłego byka wyżaliłem się Panu sprzedawcy ile tylko mogłem. Że nie wczytują się gry, że trzeba długo czekać, a że kolega od Commodore ma lepiej i tak dalej. Reakcja sprzedawcy była natychmiastowa i niespotykana. Sprzedawca wziął ode mnie magnetofon odtworzył go, popatrzył, naślinił palec i przejechał nim po głowicy. Szok a zarazem dostałem olśnienia. Coś niewytłumaczalnego się wtedy wydarzyło. Ten sprzedawca stał się w tym momencie dla mnie bogiem techniki elektronicznej. Gdy patrzyłem na niego jak na wyrocznie On mi zakomunikował: "Teraz będzie dobrze". Pobiegłem do domu i się okazało, że gry wczytywały się bez problemu. magnetofonik dział jak nigdy wcześniej. Ten dzień był super bo udawało mi się wczytywać gry, które wcześniej miały status niewczytywalnych. To był naprawdę długi wspaniały dzień. Dzięki temu Panu zyskałem jeszcze jedną ważna rzecz. Stałem się imperatorem podwórka jeśli chodzi o obsługę  Atari. Można by powiedzieć, że stałem się ekspertem z którego zdaniem liczyli się wszyscy. Umiałem reperować atarynki metodą palca na ślinę. Co powodowało ogromne uznanie wśród kolegów.
Po pewnym czasie ojciec kupił mi system K.S.0 czy też K.S.O do Atari, który powodował, że gry zajmowały na kasecie, aż do 60 sztuk za cenę 50000 zł ,dzisiejsze 5 zł.
Latałem co tydzień kupować nową kasetę i co ciekawe, żadna gra się nie powtarzała. Jednak to nie było już tak wiekopomne wydarzenie jak te poprzednie. No, ale i tu można mówić o wzroście popularności na podwórku, ponieważ dla nie których posiadałem coś w rodzaju magicznego Atari z ogromną ilością gier.
Echhh to były czasy.

Atari 65 XE



Ciekawostka:
Autor książki "333 popkultowe rzeczy... PRL" Bartek Koziczyński w opisie hasła Atari dorzuca jeszcze jedną ciekawą historie. Podobno gdy pojawiły się pierwsze Atari w Pewex, ktoś zapomniał zamówić do nich magnetofonów na których można było cokolwiek odtworzyć. Widać, że nad magnetofonami do Atari ciążyło jakieś fatum.

niedziela, 19 września 2010
Wiadomość dla wszystkich fanów Legii i gry Football Manager

Jako kibic Legii jestem załamany postawą ludzi, którzy na dzień dzisiejszy zakładają koszulkę z "elką" na piersi.  Gdy nie możemy patrzeć na piłkarzy w rzeczywistości to trzeba zwrócić się do tych z virtualnej. Skontaktowałem się z autorem ustawień Legii [wywiad z przed roku część 01 02]w najnowszym Football Managerze 2011 i zapewnił mnie, że ci virtualni piłkarze prezentują się o wiele lepiej niż ci prawdziwi. To dobra wiadomość, nawet bardzo dobra, bo premiera już za jakiś miesiąc i wtedy dla własnego spokoju będzie mogli co prawda w rzeczywistości virtualnej, pokazać jak dobrze Legia może grać.
Jak się cieszę, że takie gry jak Football Manager są wydawane co rok.

Ps. Żeby nie było tak różowo, to mentalność Legii Warszawa w Football Managerze jest ustawiona na bardzo niskim poziomie.

 

Football Manager 2011

16:26, branza_gier
Link Komentarze (1) »
piątek, 17 września 2010
Nadchodzi pokolenie graczy

Inspiracją do tego artykułu była ostatnia konferencja Sony promująca Move w Polsce. Ale nie ta na której byłem Ja i można o niej przeczytać tutaj. Tylko ta na której byli dziennikarze mainstreamowi i cała banda celebrytów z niejakim Jacykowem na czele.
Po takim evencie trzeba sobie zadać jedno pytanie. Po co graczom są potrzebni celebryci i czy przypadkiem to nie jest strzał kulą w płot? Czyli jak to Marek Kondrat powiedział "po ch** mi las" ? To kto teraz jest ważny? Ci co grają, czy ci co czytają pudelka i podniecają się, że Ibisz i nie jaki Mrozu potrafią obsłużyć move?

Pudelek


Odpowiedź jest bardzo prosta! My jesteśmy ważni bo nadchodzi teraz najlepsze pokolenie graczy jakie można sobie wyobrazić!!
Jeśli jakiś hisotryk chciałbym określić datę pojawienia się gier w Polsce to musiałby obrać początek lat 80-tych. Czyli wtedy gdy Ja jak i wielu innych trzydziestolatków pojawiło się na tym świecie. My od małego wychowywaliśmy się w świecie gier. Oczywiście nie wszyscy. Mój pierwszy komputer to ZX Spectrum w roku 85/86, potem Atari, Amiga, Pc i teraz PS3. Ja i jak wiele osób z tego właśnie pokolenia uważamy, że gry są fajne, to taka sama rozrywka jak kino, lubimy ze swoimi przyjaciółmi grać i nikt nam nie wmówi, że gry są szkodliwe i powodują agresje. Nikt nas do tego nie przekona bo sami nie jesteśmy agresywni i wiemy jak trzeba podejść do gier. Wyznajemy prostą zasadę odgradzają rzeczywistość od tej wirtualnej. Brzmi ona następująco: "To tylko gra" Co lepsze! Teraz te pokolenie pracuje w firmach i zarabia własną kasę i nie widzą nic złego w tym, żeby kupić sobie kilka gier w miesiącu. To pokolenie wychowane na Commodore i Atari może sobie grać ile chce i sprawia im to radość. Co lepsze jesteśmy w takim wieku, że zakładamy rodziny i zabraliśmy się za robienie dzieci. Tak, tak, już nie długo za 3-4 lata będziemy wychowywać nowe pokolenia graczy. W odróżnieniu od dzisiejszych rodziców, którzy nie byli tak jak my  z grami od małego, nie widzimy nic złego w tym, żeby nasi synowie lub córki grały w gry w rozsądnych normach. Nas nie poruszą wypowiedzi jakiegoś psychologa, który nam będzie chciał wmówić, że gry są szkodliwe.

Brutalne gry

Czemu? Bo jesteśmy graczami świadomymi! Gry to dla nas żadna nowość. Poradzimy sobie bez pomocy Pegi i grupy ekspertów. Sami możemy ocenić jaka gra jest dobra dla naszego dziecka lub też platforma do grania. Nie działają na nas farmazony, ze "gry są głupie"
Nie wiem czy ktoś zauważył ale urodzeni w latach 80-tych to ostanie pokolenie wyżu demograficznego w tym kraju. Niestety drodzy specy od marketingu w firmach Sony, Microsoft i innych zajmujących się grami, mam dla was jedną złą wiadomość. Dla tej grupy, ludzie pokroju Jacykowa i Ibisz to nie są ani autorytety w grach ani osobami których podziwiamy. Celebryci to grupa z której co najwyżej możemy się śmiać. A to, że opanowali obsługę Move to żadna rewelacja. Program telewizyjny o nazwie "Gwiazdy używją Move" albo "You can Move" też nie są dla nas żadnym WOW. Określiłbym to mianem "śmiechu na sali". Ale jeśli uważacie, że ważniejsi niż my, są czytelnicy Gali czy też Vivy to droga wolna. Życzę powodzenia. Bo zamiast nas rozpieszczać i organizować porządne imprezy w Złotych Tarasach, to wolicie robić to dla mediów mainstreamowych. Tylko pamiętajcie, że to my teraz będziemy głosować portfelem i to skutecznie a nie czytelnicy pudelka.
Może warto obejrzeć sobie stare odcinki Joysticka albo Telekomputera, żeby zobaczyć kto z nami był z mediów gdy poznawaliśmy świat gier. W tych programach nie występowały dzisiejsze pseudogwiazdy, które uważają się za nie wiadomo co. Chciałbym pozdrowić w tym miejscu Pana Kazimierza Kaczora. Pana wywody na temat gier strategiczne naprawdę trafiały do mnie. Ciekaw byłbym Pana zdania o najnowszej Civilizacji.


Szkoda, że pokolenie Atari i Commodore traktuje się w taki a nie w inny sposób. Przykro mi, że ważniejsi są teraz celebryci. Obym to ja był w błędzie a żebyście wy spece od marketingu mieli racje. Chociaż z drugiej strony to teraz grający trzydziestolatkowie będą decydować o wielu rzeczach na tym rynku. Prosty przykład? Gdy byłem młody i starałem się być królem podwórka to jedna rzecz powodowała respekt u innych kolegów z piaskownicy. Był to fakt posiadania oryginalnej gry. Nie ważne, że koledzy mieli mnóstwo piratów, które były lepszymi grami. Fakt posiadania oryginalnej gry i pudełka dodawało respektu wśród przyjaciół. Teraz kupienie "oryginału" sprawia mi tyle samo radości co wtedy gdy na gwiazdkę dostawałem ją od rodziców. Gdy  mój syn lub córka będą poznawać gry to też im pokaże magie pudełka z grą. Zapach nowości, książeczka i ta całą magiczną oprawę. Na pewno na urodziny lub pod gwiazdkę nie dam koperty z kodem do ściągnięcia gry z Steama. A moje dziecko za kilka lat to doceni, bo coś takiego będzie mu się kojarzyło z beztroskim dzieciństwem i rodzicami. Taki wzorzec postępowania przekażą dalej.

Stare gry


Oczywiście nie wszyscy z wyżej opisanego pokolenia muszą posiadacz opisane przeze mnie cechy. Pewnie są fani steama oraz celebrytów. Tylko mam wrażenie, że to co napisałem ma sens bo z wieloma osobami w moim wieku rozmawiałem na ten temat i zgodzili się z wyżej opisaną tezą. Tylko ci moim znajomi naprawdę nie widzą kto to jest Mrozu a Ibisz nie jest dla nich żadnym autorytetem w dziedzinie gier.

Ps.Morał z tej bajki jest krótki.... Niestety. Od prezentacji dla dzienikarzy Move mineły już 24 h. A tu ani pudelek ani plotek nawet jednej małej notki nie umieścili. Niestety. Nie traćmy nadzieji. Są jeszcze Viva, Gala oraz "Życie na gorąco. Tam Jacyków i ibisz to sa goście z charakterem.

Specjalne podziękowania dla Voayagera za zdjęcie starych gier :)

czwartek, 16 września 2010
"Ruszyłem się" na premiere PS Move w Polsce - Raport

W Warszawie została zorganizowana przez firmę Vobis kolejna premiera urządzenia przeznaczonego dla graczy konsolowych. Chodzi oczywiście o PS Move. Byłem już na premierze X-Box 360 Slim organizowanej przez tą samą firmę i co tu dużo ukrywać zadowolony do końca nie byłem. "Ruszając się" z nadzieją, że zostaną wyciągnięte wnioski i wreszcie zostanie zorganizowana impreza jakiej wszyscy oczekują.....

Podróż i Party Place:

Już na sam początek należy się duży plus dla organizatorów. Jako mieszkaniec tego miasta muszę stwierdzić, że nie ma lepszej miejscówki na organizacje imprezy niż "Złote Tarasy". Ta galeria jest położona w najbardziej optymalnym miejscu Warszawy czyli w samym centrum. Każdy mieszkaniec nie miał kłopotów z dojechaniem na imprezy gdyż nie ma lepiej skomunikowanego miejsca. Co ważniejsze jakby ktoś z po za Warszawy chciał przyjechać na tą imprezę to by miał bardzo ułatwione zadanie. Wystarczy przejść 100 metrów z dworca centralnego do galerii. Nie potrafię wynaleźć lepszego miejsca na organizacje takich rzeczy. Dobrze, że organizatorzy czyli firma Vobis nie organizowała tej imprezy w poprzednim miejscu Galerii Promenada, która jak już pisałem była mocno oddalona od centrum, żeby nie powiedzieć znajdywała się na obrzeżach miasta.
Kolejnym dobrym posunięciem było rozpoczęcie wszystkie o godzinie 18 [ w teorii] a nie jak wcześniej w przypadku X-Boxa o 16 gdy większość ludzi jest w pracy. Godzina 18 jest godzina optymalną jak dla mnie i dla wszystkich tych co chcieli się wybrać i zobaczyć Move w akcji. Po wkroczeniu na teren Złotych Tarasów udałem się jakby z automatu do salonu firmy Vobis. A tutaj miła niespodzianka, okazuje się, że pokaz ma się odbyć w najlepszym miejscu czyli na placu przy fontannie. Schodzę piętro niżej i moim oczom okazuje się sporych rozmiarów scena, na której zaraz miało się wszystko zacząć..........

 

Premiera Move w Polsce

Organizacja i "klimat":

O 17:57 na scenie i wśród organizatorów panował wyjątkowy spokój. Gdyby nie informacja, że wszystko ma się zacząć o 18:00 można by wysunąć wniosek, że jestem o co najmniej dwie godziny za wcześniej. Na scenie siedzą sobie niewiasty i spokojnie plotkują. Jest rzutnik do którego podłączona jest PS3, ale na ekranie zamiast czegokolwiek co może wygenerować ta konsola mamy zielony obraz.

18:00 - nadal nic się nie dzieje. Panuje na scenie spokój lecz zauważam lekkie poruszenie wśród oczekujących rozpoczęcia imprezy

18:03 - niewiasty które siedziały sobie spokojnie na scenie dostają stroje i idą się przebrać. Okazuje się, że to hostesy. Czy ta impreza nie miała się zacząć 3 minuty temu?

18:06 - jest dobrze! Jakaś kobieta weszła na scenę i chyba coś powie. Będzie jakiś komunikat. Nie jest dobrze. Dowiadujemy się, że impreza będzie miała półgodzinę opóźnienie z powodów technicznych. Kim była ta kobieta do tej pory nie wiem bo się nie przedstawiła. Usłyszałem, że jak poczekamy trochę to będą rozdawane gadżety. Jak miło

18:16 - Przywieziono drugi rzutnik. Ten udaje się podłączyć do PS3. Sukces. Spokojnie do rozpoczęcia jeszcze długa droga bo trzeba go ustawić i wystroić. Czy tylko mi się wydaje, że takie rzeczy nie robi się podczas trwania imprezy tylko dwie godziny przed ? Czy to jest poważne czy ja jestem nie poważny, że się czepiam ?

18:19 - sytuacja dynamicznie zaczyna się rozwijać. Organizatorzy wpadli w jakiś amok i nie wiedzieć czemu po 19 minutach od teoretycznego rozpoczęcia imprezy postanowili podłączyć move do konsoli. Jakby ktoś się pytał, to żadne ze stoik na którym by można samemu pograć na move nie było gotowe.

18:20 - pojawia się kolejny poważny problem. Nie ma jak przyczepić kamerki, która obsługuje move, do rzutnika. Jest dobrze, organizatorzy tworzą piramidę z pudełek od PS3 i tam umieszczają te urządzenie.

18:30 - Rozpoczynają się testy move i jego kalibracja. Nie, nie nie. Impreza się jeszcze nie rozpoczęła.  Organizatorzy po prostu testują czy wszystko działa.

18:37 - Wreszcie! Chyba impreza się rozpoczęła. Ktoś podchodzi do mikrofonu i oznajmia, że miało być super ale wyszło jak wyszło, no i wiecie prawo murphiego.

Czy to ma być jakiś żart ? A słowo przepraszamy ? Czy naprawdę organizatorzy oprócz palnięcia formułki o prawach murphiego nie było ich stać na nic więcej?  Czy my się traktujemy poważnie? Mikrofoniki działały wcześniej i wiedząc, że jest pół godziny opóźnienia nikt z serwisu Polygamia nie był łaskawy zejść do widowni i np. porozmawiać z ludźmi o ich oczekiwaniach, opowiedzieć o czymś związanym z grami ? Czy naprawdę na jedyne na co was było stać to komunikacik o półgodzinnej obsuwie i formułka o prawach  murphiego ? Jeśli tak to na niewiele was stać. Przetestowanie wcześniej czy rzutnik wykrywa PS3 to chyba jakaś elementarna podstawa. Tak duże  opóźnienie  wystawia bardzo złe świadectwo firmie Vobis a zasłanianie się jakimiś mało śmiesznymi formułka źle świadczy o polygamii. Proponuje następnym razem nie pisać, że coś zacznie się o 18:00. W ogóle nie pisać o jakiejkolwiek godzinie. Po co ustalać coś jeśli nie jest się wstanie tego dotrzymać.

Premiera Move w Polsce

Nie można cały czas koncentrować się na wpadkach organizatorów. Było też parę pozytywnych rzeczy. Generalnie gdy już doczekaliśmy się rozpoczęcia, to impreza z minuty na minuty coraz bardziej się rozkręcała. Redaktorzy polygamia robili kolejne konkursy, opowiadali o kontrolerach ruchu, zabawiali publiczność. Widać, że publiczności ten aspekt imprezy się podobał. Fajnie to wyszło. Co do samego Move to swoją ocenę zostawię dla siebie bo nie jestem jako posiadacz Wii obiektywny w  tym temacie. Impreza trwała dość długo i fajnie była po pewnym czasie prowadzona. Szkoda, że organizatorzy zaliczyli kolejną porządną wpadkę. Wszystkie trzy stoiska na których można było grać samemu na move zostały odpalone dopiero pod koniec i nie wszyscy się tego doczekali, bo poszli do domu. Dobrze, że w fajny sposób z całej imprezy sześć osób stało się szczęśliwymi posiadaczami pakietów Move. Gratuluje

Premiera Move w Polsce

Mega "bonus" organizacyjny:

O tym co teraz napisze to jeszcze jak długo żyje to nie widziałem!! Albo ze mną coś jest nie tak, albo z Vobisem. Gdyby ktoś wpadł na pomysł, że przy okazji premiery move, będzie miał możliwość zakupu tego urządzenia od razu. To w większym błędzie być nie mógł. Stoisko z możliwością kupna move? Nic z tych rzeczy. Nie było. No, ale przecież organizuje to wszystko firma Vobis. Gdyby ktoś pomyślał, że w sklepie firmy, która to organizuje można dokonać zakupu to też jest w błędzie. Pani w salonie Vobis poinformowała mnie, że jest lista na którą można się zapisać i do odbioru jest w piątek. Chyba nie ma nic gorszego jak napalonemu graczowi powiedzieć, że musi poczekać dwa dni na rzecz, którą chce mieć teraz. No, ale nikt na siłę nie będzie wciskał tej firmie pieniędzy. Co ciekawe w sklepie obok specjalizującym się w sprzedaży gier można było kupić move od ręki i to o 5zł taniej. Nie wiem czy mam siłę całą tą sytuacje komentować.

Premiera Move w Polsce

Podsumowanie:

Widać, że organizatorzy nabierają doświadczenia. W porównaniu z premierą X-Boxa 360 slim widać postęp i to spory. Lepsza lokalizacja, lepsza godzina. Prowadzący stworzyli bardzo fajną atmosferę i widać było, że ludzie dobrze się bawili. To są jedyne plusy tej imprezy. Lista minusów jest o wiele większa: opóźnienie, prowizorka, brak możliwości kupna Move to tylko nie które z nich. Ciekawa sprawa wygląda z plakatami promującymi tą imprezę. Najpierw był plakat mówiący o światowej premierze, potem już tylko sama premiera.
Naprawdę chciałbym kiedyś pójść na  imprezę, która jest dobrze zrobiona.


Moja ocena:

3=

 

Premiera Move w Polsce

A kolega Dawid z redakcji o tej imprezie ma zdanie następujące:

Time to move?? Not now!!!

W organizacji imprez i pokazów można popełnić 7 grzechów głównych i niestety podczas prezentacji „Playstation Move” zorganizowanej przez Vobis i Sony w warszawskich „Złotych tarasach” popełniono je praktycznie wszystkie.

Wiadomo jak coś może się nie udać to nie uda się, na 100% dlatego jeśli pokaz mamy zacząć o 18 to stanowiska mam przygotowane na 2 godziny przed godziną zero. Podpinanie konsol podczas pokazu, ustawianie kamery na prowizorycznej wieży z pudełek po konsolach to lekko żenujący widok. Widocznie panowie z Vobisu/Sony organizują prezentacje konsumenckie sporadycznie i brak im doświadczenia. Może następnym razem będzie lepiej. 30 minutowy poślizg jest niedopuszczalny. Problem z projektorem. Przecież jest coś takiego w ustawieniach, co zwie się korekcja Keystone. Nawet kilka razy osoba „walcząca” z projektorem była blisko tej funkcji w menu. Zbyt mała scena i tak naprawdę brak scenariusza imprezy. No może inaczej scenariusz był, ale chyba napisany na kolanie a Panowie z Polygamii silili się na bycie luzakami, co tak naprawdę wychodziło kiepsko. Brak w tym wszystkim pewnego profesjonalizmu i umiejętności sprzedania produktu.

Co do samego Move.

Ponieważ jestem sceptykiem obu zabawek i Kinect-a i Move-a utwierdziłem się w tym, że nadal nie jest to zabawka dla hadrcorowego gracza. Jako człowiek tej starej daty uważam, że po to jest pad, aby nim się posługiwać. Wiadomo od dawna, że na padzie robienie headshota jest trudniejsze niż podczas używania myszki. Myślę, że na Move zrobienie HS będzie jeszcze trudniejsze niż na padzie.

Move jest skierowane do casuali i widać to do początku. Kolorowa świecąca na różowo czy niebiesko kulka na końcu „dildolota” to nie jest coś co „starzy konsolowcy” lubią najbardziej. Widać, że Sony i MS zazdrościło nintendo poziomów sprzedaży Wii na zachodzie i stwierdzili, że zrobią swoje zabawki. Na chwilę obecną move kupią dzieciaki lub ich rodzice. Stara gwardia poczeka na tytuły typowo dla nich, a przed zakupem pewnie i tak jeszcze będzie chciała sprawdzić czy tak naprawdę jest sens kupować.

Dawid

Premiera Move w Polsce

środa, 08 września 2010
Obrazek Dnia: Niech żyje Polska !!

My jako naród bardzo lubimy jak ktoś na zachodzie nas dostrzeże. Gdy w jakimś filmie ktoś wspomni o Polsce w kwestiach historycznych to jesteśmy w siódmy niebie.  Ponieważ o nas pamiętali.
Tym bardziej miło mi was poinformować, że ktoś o nas "wspomniał" w grze "Red Dead Redemption" Co prawda nie możemy liczyć, że jeden z bohaterów tej gry jest Polakiem. Aż tak dobrze nie jest. Nasz kraj został wspomniany w gazecie. Niechcę robić spoilerów, ale gdy się kupi  pod koniec gry gazete to na pierwszej stronie możemy zobaczyć nagłówek "Europe At War " i opis co się dzieje w Europie. Najważniejsze jest to, że jedno zdanie jest o Polsce!  Brzmi ono tak:
Poland has complained, bitterly, about its appalling neighbours and demanded independence.
Co można przetłumaczyć jako:
"Polska skarży się na swoich strasznych sąsiadów i domagała się niepodległości"
Dowód na obrazkach:

Red Dead Redemption

Red Dead Redemption


Prawda, że miło że pamiętali o nas w kontekście pierwszej wojny światowej?

Może ktoś zna jakieś inne wzmianki o Polsce w grach ? Oprócz Krystyny from Poland z Gta IV ?

Ps.Ci co zamierzają uczepić się tłumaczenia i wypisywać w komentarzach o nieznajomości angielskiego niech dadzą sobie spokój.

poniedziałek, 06 września 2010
Zostawcie gry w spokoju

Jako reprezentant pokolenia, które wychowało się na Zx Spectrum, Amidzę i na pc muszę z przykrością stwierdzić, że dostrzegam wiele zagrożeń dla gier w dzisiejszych czasach. Właśnie kończę Read Dead Redemption i ta właśnie pozycja zainspirowała mnie do napisania o bardzo złym pomyśle jakim jest adaptacje tej gry na potrzeby filmów.
Pewnie słyszeliście o plotkach na temat "Heavy Raina", "Uncharted 2" które mówiły, że są zamiary stworzenia filmów na podstawie tych gier. Teraz przerabiamy tego samego rodzaju akcje w odniesieniu do RDR, ale teraz chyba doczekamy się filmu o przygodach Johna Marstona. Czemu? Odpowiedz jest bardzo prosta. Bo to samograj. Producenci tego filmu wyjdą z prostego założenia. Podzielą odbiorców na dwie grupy. Pierwsza z nich to ci co już ją mają a ich są miliony. Te miliony pójdą do kina sprawdzić jak reżyserowi "wyszło". Nie ważne, że jedyną wspólną cechą gry z filmem będzie fakt, że wszystko dzieje się na dzikim zachodzie i główny bohater filmu nazywa się tak samo jak postać w grze. Ważny jest tytuł! Ten kto miał przyjemność skończyć tą grę dojdzie do takiego samego wniosku jak ja. Żeby oddać chociaż w 70% ten klimat w filmie trzeba by zrobić co najmniej 10 częściową sagę. Chyba, że ktoś wyobraża sobie całe przygody Johna Marstona w filmiku, który ma 1.5h ? Nie ma się co łudzić. Dla graczy to będzie wersja demo fabuły gry, ale i tak pójdziemy do kina z nadzieją, że tak nie będzie.

Read Dead Redemption


Oczywiście mamy też drugą grupę, czyli osoby, które nie grały w grę i trzeba ich jakoś przyciągnąć do kina. Tutaj zadanie jest jeszcze prostsze. Wystarczy wspomnieć, że w filmie może zagrać Brad Pitt, który nigdy w ręku nie trzymał pada. Do tego dodajemy Jennifer Ariston jako Bonnie MacFarlane i już mamy mega hype. Do tego dochodzi jeszcze Sean Connery i paru innych znanych aktorów i aktorek i mamy samograj. Paris Hilton może kogoś zagra w tym filmie? Super pomysł. Podwójny hype i pudelek nie wyrabia od plotek na temat co się dzieje albo stało na planie filmowym RDR. To, że w filmie będzie pokazana 1/10 całej fabuły nie ma znaczenia. Ważne, że będą gwiazdy. Do tego dziennikarze w tym moi ulubieni z TVN 24 będą mówić, że to pierwszy taki typu film i dlatego warto na niego iść. W ten sposób mamy gwarancje pełnych sal kinowych. Jak znajdą się jakieś puste miejsca, dodamy info, że wszystko jest w 3D i będzie pełna sala.

sala kinowa


Nie ważne, że taki film zbezcześci grę, która moim zdaniem jest super jeśli chodzi o fabułę i o wykonanie. Panowie z RockStar Games dali z siebie wszystko. Pełen szacun. Ale dla nich również jest ważna kasa więc jak ktoś przyjdzie z propozycją kupna licencji na pewno nie odmówią.
Na samym końcu jest gracz, który nie będzie mógł zrozumieć czemu ktoś zdecydował się na ekranizacje tej gry a jeśli to zrobił to czemu tak źle? Bo ważna jest kasa. Dla niej nawet fajną grę można w pewnie rodzaj zniszczyć, wypuszczając ją na ekrany.
Może pierwszym tego typu filmem będzie Read Dead Redemption albo i nie. Jestem w 100% przekonany, że kiedyś to nastąpi. Tylko ja jakoś nie odnajduje się w tym wszystkim bo uważam, że to bardzo kiepski pomysł  i gry tracą swój urok i niezależność. Bo jak powie się A to trzeba powiedzieć B.... Jeśli film na podstawie RDR wypali to druga część tej gry będzie już robiona pod film ale to tylko moje przepuszczenia.
Może jestem w błędzie i wy uważacie, że to super pomysł.

PS3 Trophy Hunters: trofea, poradniki do gier na PlayStation 3 po Polsku
redakcja