Blog > Komentarze do wpisu
"To były czasy" odcinek 06:Budka z automatami

Opisałem już takie miejsce jak "giełda na Grzybowskiej" i o panujących tam zwyczajach. Jednak to nie jest jedyne miejsce, którą łączyło się z moim dzieciństwem i grami komputerowymi. Czas na opis miejsca i przygodami związanymi z nim, które na stałe wpisało się w krajobraz dawnej Polski. Chodzi mi o budkę z automatami albo jak ktoś inny woli salon z grami. Bo w tym odcinku mowa będzie o automatach.

W dzisiejszych czasach pod hasłem automaty do gier ukrywa się bardziej hazard w postaci jednorękich bandytów i tym podobnych wynalazków. Bo teraz mało kto ma potrzeba pójście do specjalnego miejsca gdzie są ustawione automaty (arcade), żeby sobie pograć. Skoro można w domu. Tak to wygląda w naszym kraju. Za pewne na zachodzie nadal panuje moda na takie automaty, ale po kolei.
Pierwszy kontakt z automatem do gry... Oprócz tego, że byłem bardzo mały to pamiętam, że to było podczas wakacji nad morzem z rodzicami. Była jakaś budka z frytkami koło której stał automat, którego częścią był motocykl, którym się sterowało na lewo na prawo. W miejscu deski rozdzielczej był monitor, który wyświetlał trasę. W grze przeważał kolor zielony a może żólty i wektorowa grafika. Jak mnie pamięć nie myli grałem na nim kilka razy bo sprawiało mi to ogromną frajdę a rodzicom podobało się jak na nim grałem. Chyba dobry byłem w tym. Tak mi się wydaje. Może ktoś pamięta co to za gra była ?

Kung Fu Master Atari


Jakoś tak zawsze wychodziło, ze najwięcej grałem na automatach podczas wakacji z rodzicami. Pamiętam Władysławowo. To było prawdziwe zagłębie z automatami. Jak chodziłem na spacery z rodzicami to raz na pewien czas wchodziliśmy razem do takiej budki z automatami, o przepraszam salonu z grami. Jakby nie patrzeć to nie było miejsce gdzie można było puścić samemu kilkulatka. Tu pojawiał się pierwszy problem na linii rodzice - pieniądze - Ja. Przecież w domu miałem ZX Spectrum albo Atari i jaki był sens, żebym grał na automacie skoro mogę w domu. No, ale były wakacje a komputera nie mieliśmy. Więc z lekkim przekąsem na zasadzie "po co tutaj grać skoro można w domu" zagrywałem się w "IK" oraz w "Kung Fu Master". Już wtedy odkryłem, że jakoś inaczej się gra w takim publicznym miejscu a w zaciszu domowym. Moja mama nigdy nie pogodziła się z tym, że komputer się kurzy a ja wolę bezsensownie wydawać pieniądze na automaty. Dlatego gdy razem przechodziliśmy się między kolejnymi urządzeniami wskazała mi palcem na monitor gdzie był napis "Atari" Jako dowód, że i w tą grę mogę sobie zagrać w domu jak wrócimy do Warszawy. Niestety czas pokazał, że moja mama niestety racji nie miała. Tą grą był "Missile Command" wyprodukowany i dystrybuowany przez firmę Atari, ale nigdy na komputery 8 bitowe nie trafiła. Co ciekawe w tą samą grę zagrywał się John Connor w drugiej części Terminatora 2. O taki zbieg okoliczności.

Missile Command


Gdy już byłem trochę starszy i zacząłem czytać amigowską prasę natrafiłem na artykuł w jednym z wydań "Commodore&Amiga" o automacie do wróżenia z ręki. Wyglądał on jak faraon. Wkładało się do niego rękę, fiki miku i wyskakiwała wróżba w postaci stosownego wydruku. Najfajniejsze w nim było to, ze w środku była Amiga 500, która odpowiadała za cały proces wróżenia. To był prawdziwy hit nadbałtyckich plaż. Może gdyby przeszukać wszystkie kurorty to może by się to jeszcze znalazło.
W Warszawie rzadko chodziłem do budek z automatami, których było sporo bo mogłem grać w domu a z wiekiem coraz bardziej interesowałem się innymi rzeczami niż tylko granie na komputerze. Ale kilka takich wypadów wraz z przyjaciółmi z podwórka miałem. Nie wspominam ich dobrze bo raz mnie oszukali na żetonach a drugi raz musiałem uciekać. Na Mokotowie gdzie mieszkałem dużą popularnością na fali serialu cieszył się automat z żółwiami ninja. Miał on to do siebie, że można było grać aż na cztery osoby. Jakoś tak dziwnie się działo, że większą frajdę sprawiało mi granie na automacie niż w domu z kolegami w wersji na Amigę 500. Nie wiem z czego to wynikało. Po prostu na automatach grało się fajniej niż w domu. Taki ich był urok.
Gdy grałem miałem zawsze jedną zasadę. Jeden żeton jedna gra. Zmieniło się to w momencie gdy wraz z rodzicami pojechał na wakacje do Włoch. Co tam się działo. To nie były budki z automatami, to były cała hale wypełnione różnymi grami. Dla mnie to był szok bo czegoś takiego nie widziałem w Polsce. Co ciekawe ciężko było tam kupić jeden żeton bo to było nie opłacalne. Od razu kupowało się 20-30 żetonów. Oczywiście też sporo to kosztowało, ale chyba 2 albo 3 razy rodzice mi zafundowali taką atrakcję i w tym miejscu chciałbym podziękować im bo te godziny spędzone tam były super. Po pierwsze gry tam były o wiele lepsze i bardziej rozbudowane w różne akcesoria niż to co było w Polsce a po drugie mogłem tam zagrać pierwszy raz w Mortal Kombat III [bardzo ładny pod względem graficznym automat] gdy u nas w Polsce ludzie jeszcze nie skończyli grać w drugą cześć. Uroku dodaje fakt, że dopiero dwa numery później w Secret Servisie opisali, że taka gra jak trzecia część Mortala w ogóle istnieje. Bardzo mnie to ucieszyło bo po prostu nikt mi nie wierzył, że grałem w tą grę jak wróciłem do Polski z wakacji. Dopiero po pojawieniu się tego artykułu ktoś zaczął mi wierzyć. Granie za granicą na automatach było naprawdę super, jeszcze z kilku innych powodów takich jak bezpieczeństwo. Co by nie mówić u nas w takich miejscach najbezpieczniej nie było. Trzeba też pamiętać, że automaty, która tam były dopiero za kilka lat pojawiały się u nas. No i nie ma się co oszukiwać, że popytu na takie rzeczy w Polsce nigdy nie było za wiele.

Mortal Kombat III


Jakby ktoś miałby mnie spytać o dwa moje najbardziej ulubione automaty to są nimi wyścigi "Dayton USA" oraz "Die Hard III". Wynika to z tego, że były to moim zdaniem jednej z najbardziej popularnych automatów w tym kraju. W pierwszą grę byłem dobry tak, że nawet raz na Słowacji w Popradzie wpisałem się na high-score co wcześniej nigdy mi się nie zdarzyło. A teraz sobie przypomniałem, że raz na wakacjach w Szczyrku udało mi się to na jakimś flipperze. Na drugiej grze to chyba przepuściłem najwięcej kasy w życiu, ale jakoś daleko nie zaszedłem. Fajna gra z fajnymi QTE chociaż wtedy tych przerywników co było trzeba wcisnąć konkretny klawisz tak bym wtedy nie nazwał.
Przygoda z automatami była bardzo fajna. Wiąże się z tym wiele miłych wspomnień w szczególności biorąc pod uwagę, że głównie grałem podczas rodzinnych wakacji. Najmilej wspominam Włoch bo tam to było na innym poziomie zaawansowania. Teraz gdy jestem w Galerii Mokotów czasami zaglądam do Hokus Pocus i sobie w coś zagram od czasu do czasu, ale to już nie to samo co kiedyś. Biorąc pod uwagę, że jest Wii Move i Kinect.
Fajnie się grało i nie żałuje straconych pieniędzy, chociaż to nie były moje a moich rodziców. Trzeba tu podkreślić, że moja mama była przeciwna graniu na tych urządzeniach, ale chyba cieszyła się moim szczęściem. Było minęło.  
To były czasy!
A jakie wy macie wspomnienia dotyczące automatów z grami.
Ps.Po wywróceniu internetu na drugą stronę stwierdzam, że nie ma żadnego zdjęcia w internecie, które by obrazowało taką budkę z automatami.

wtorek, 14 grudnia 2010, branza_gier

Polecane wpisy

Komentarze
Gość: kempy, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/12/15 23:58:51
Missile Command był na małe Atari - kolega miał to w wersji na cartridge i spędziłem u niego kilka godzin katując to na A800XL.
-
t4n
2011/11/01 01:41:39
Prawdziwy Polski bum na automaty odbywał się w latach 80, których zapewne autor tego artykułu nie pamięta. Wtedy trafiały do nas ze sporym opóźnieniem, ale jednak najfajniejsze tytuły z zagranicy, a pomorskie miasteczka oczywiście były zasypane tym sprzętem. Pod koniec tego okresu dodawano do tych automatów absurdalne utrudnienia, które zdaje się że wykonywali rodzimi elektronicy. Polegało to na tym, że w oderwaniu od kredytów odliczanych przez samą grę, po upływie czasu należało wrzucić kolejną monetę bo w przeciwnym wypadku ekran blakł a dżojstik był odłączany ! :-( Wtedy to naprawdę już mało kto grał w takie automaty.

Co do hali z grami to w Polsce też coś takiego miało miejsce, w połowie lat 80 w Warszawie w podziemiach dworca centralnego gdy jeszcze nie było tam obecnych sklepów (czyli była gigantyczna przestrzeń - coś jak hala), znajdował się jeden wielki salon gier. To było tak dawno temu, że trudno jest mi powiedzieć ile ich mogło być, myślę że 100 to na pewno, czy 200 ? tego nie jestem pewien.

Fajny tekst - pozdrawiam autora;)
PS3 Trophy Hunters: trofea, poradniki do gier na PlayStation 3 po Polsku
redakcja