Blog > Komentarze do wpisu
"To były czasy" odcinek 04: O spotkaniach z ludźmi z IRC.

Tradycyjnie, jak co wtorek, czas nas kolejny odcinek cyklu "To były czasy".
Tydzień temu mieliśmy przerwę, ale to się już nie powtórzy.
W poprzednim odcinku pisałem o moich początkach z Internetem. Teraz
chciałbym się skoncentrować na tym, jak wyglądał wtedy Internet,
czyli na przełomie wieków. Jak wyglądała wtedy społeczność w sieci i jak się z niej korzystało.
Z poprzedniego odcinka mogliście się dowiedzieć, jak drogą zabawą było korzystanie z sieci, co można było zrobić przez pół godzinny dziennie.
Odpowiedź brzmi: nic. Ani skorzystać porządnie z przeglądarki, ani z IRC [to takie  dzisiejsze Gadu-Gadu], już nie mówiąc o ściągnięciu czegoś z FTP [to taki  dzisiejszy torrent]. Dlatego wytworzyła się u mnie potrzeba znalezienia innych, tańszych i alternatywnych sposobów korzystania z Internetu. Najprostszym rozwiązaniem była kafejka internetowa. Może to kogoś  zdziwi, ale takich punktów w Warszawie było jak na lekarstwo, a jak już były, to korzystanie z nich nie było wcale o wiele tańsze niż w warunkach domowych. Do tego jeszcze te Windowsy, które powodowały, że wszystko  chodziło wolno. Pewnego dnia dostałem  od pewnego człowieka z kanału irc #amisia informację trzymaną w ogromnej  tajemnicy, że na ulicy Nowogrodzkiej jest kafejka PDI. Publiczny dostęp do Internetu. Od razu  następnego dnia wraz z bratem ciotecznym postanowiliśmy wytestować to miejsce, bo podobno było tam fajnie i tanio. Znalezienie tego miejsca nie było takie proste. Gdy już było się na owej ulicy było trzeba znaleźć odpowiednia bramę, wejść na podwórko, a potem wiedzieć do której klatki schodowej wejść. W tajemnicy zostało mi przekazane, że trzeba wejść do piwnicy, potem skręcić w lewo (a nie w prawo), iść prosto do końca korytarzem, potem w lewo. Na samym końcu tego labiryntu znajdowało się niewielkie pomieszczenie, w którym po obu stronach ścian znajdowały się komputery z Unixem. Za śmiesznie małe pieniądze, można było korzystać z Internetu do woli. Tak dla ścisłości godzina w tej kafejce kosztowała tyle co 30  minut w domu, a dodatkowo był tam niepowtarzalny klimat.

Amirc

Ja głównie   korzystałem z IRC i rozmawiałem z różnymi osobami na kanale #amisia. Jakoś przeglądanie stron internetowych w trybie tekstowym nie podniecało mnie. Gdy pojawiłem się pierwszy raz w tym miejscu, spotkałem się z pewnym zjawiskiem, które teraz jest trudne do wyobrażenia. Gdy wchodziłem na irc to pokazywał się na kanale mój adres ip z którego wynikało, że jestem w Warszawie. Różne osoby zaczęły mnie zaczepiać i pytać gdzie teraz jestem dokładnie. Nie miałem wtedy zakodowane w głowie hasła "nie wiesz kto jest po drugiej stronie komputera" więc śmiało odpowiadałem, gdzie dokładnie się znajduję. A miałem nikomu nie przekazywać dalej gdzie znajduje się PDI. Po godzinie pierwsze osoby z kanału #amisia zaczęły się pojawiać w kafejce. Zaczęły się rozmowy typowe dla amigowców, polegające na utwierdzaniu się w wyższości Amigi nad PC i ogólnie była miła atmosfera. Najlepsze jest w tym wszystkim to, że 60% wówczas poznanych osób znam do dziś, a było to 13 lat temu. Bardzo sobie chwalę te znajomości [pozdrowienia dla Tomeq i innych chłopaków]. Wtedy za każdym nickiem na IRCU nie czaił się pedofil, albo inny przestępca. Wtedy sieć była mniej dostępna i tylko dla nielicznych. Panowały jakieś zasady, dotyczące korzystania z IRC albo z grupy dyskusyjnej [coś takiego jak forum]; gdy ktoś nie przestrzegał tych reguł, mógł spotkać się z ogromnym potępieniem ze strony innych użytkowników. Wycinało się nieprzydatne treści z maili, bo wtedy każdy kilobajt był na wagę - impulsy i takie tam.
Teraz jak wygląda internet każdy widzi. Nie jest może jakoś super tragicznie, ale chamstwo szerzy się z każdej strony.

blue screen


Nie wiem czy wiecie, jak kiedyś wyglądało chuligaństwo w sieci. Albo - jak ktoś woli - głupie żarty. Gdy się miało Amigę i korzystało się z programu Amirc można było jednorazowo wkurzyć pokaźną ilość użytkowników Windowsa. Na Amigę wgrywało się specjalny scrypt do programu Amirc, wchodziło się na kanał #warszawa, #polonia #polska, gdzie roiło się od użytkowników Windowsa 95, naciskało się specjalny guziczek i tylko patrzyło, jak 30-40 osób wylatywało z irc, bo im się pecety zawieszały. W tamtych czasach Windows 95 był tak wspaniałym wynalazkiem, że z poziomu irc można go było w łatwy sposób zawiesić. Po 5 minutach grupa 30-40 osób wracała na kanał i krzyczała, co oni myślą o amigowcach i że Windowsy i tak są lepsze. Wtedy naciskało się specjalny guziczek jeszcze raz ..... Tą procedurę można było powtarzać do momentu, aż użytkownik Windowsów nie uświadamiał sobie, że to użytkownik Amigi jest jego Panem i Władcą jeśli chodzi o czas spędzany na ircu.....
Tak to kiedyś wyglądało. Teraz nie ma już praktycznie irca, grupy
dyskusyjne wyginęły, nieważne czy email ma 1 kb czy 1 gb a strony można
przeglądać ze średniej klasy telefonu gdziekolwiek się chce to zrobić.
Sporo się zmieniło.
Takie kiedyś były czasy.

Jeśli ktoś by chciał podzielić się swoją historią, niech piszę pod ten adres:

 

E-MAIL

wtorek, 19 października 2010, branza_gier

Polecane wpisy

PS3 Trophy Hunters: trofea, poradniki do gier na PlayStation 3 po Polsku
redakcja