Blog > Komentarze do wpisu
"To były czasy" odcinek 03: Internecik

Dziś jest wtorek więc czas na kolejny artykuł z cyklu "To były czasy"!!

Internet dziś to żaden rarytas. Leży niemal jak żebrak na ulicy. Każdy może go wziąć i zainstalować u siebie. Rozprzestrzenia się szybciej niż Wąglik w Europie. Dociera dalej niż Martyna Wojciechowska. Jest dziś realniejszy niż Yetii w Himalajach. Uzależnia bardziej niż poranna kawa. Epatuje na nas bardziej niż promienie UV. Kto by pomyślał, że jeszcze w latach 90-tych ubiegłego wieku...Dzisiaj czas na opisanie przygód autora tego bloga z Internetem. A działo się sporo.

Gdy już dostałem swoją super wypasioną Amigę, przyszedł czas na kupno
Internetu. Bo tak się wtedy o tym mówiło. Nastąpiło to gdzieś w 1996 albo 1997 roku. Jaki był główny powód, że udało mi się przekabacić rodziców do tego pomysłu? Odpowiedź jest bardzo prosta - a nazywa się Aminet.

Aminet

Czyli taki duży FTP z programami i wszystkim innym, co się da na Amidzę odpalić. Dawno, dawno temu, czyli 14 lat temu chodziło się do sklepu i kupowało się płytkę Aminem, na której znajdowała się kolekcja programów w ilości 650 MB. To była ogromna pojemność. Pewnie ktoś może zadać sobie pytanie czy to się w ogóle opłacało, ale o tym trochę później. No więc, gdy zorientowałem się, że w takim Aminecie, który był częścią Internetu, jest więcej rzeczy niż wszyscy użytkownicy Amigi w Warszawie mają na swoich dyskietkach, postanowiłem działać.

Dyskietka


Udało mi się kupić [czytaj: rodzice mi kupili] modem firmy Zoltrix o prędkości 14,400 kbps, co dawało w praktyce jakieś 3 kb/sekundę. Rodzice, podczas podłączania modemu, nie wiedzieli, jaki błąd popełnili, pozwalając mi na przyniesienie tego urządzenia do domu.
Gdy już wszystko było podjęte, należało połączyć się z Internetem.
Tak, tak - w tamtych czasach nie było stałych łączy. W ogóle nikomu się to nie śniło. Ale był bezpłatny Internet w Polsce. Bezpłatność polegała na tym, że Telekomunikacja Polska udostępniła publiczny numer, na który można było się dodzwonić pod pewnymi warunkami i korzystać z dobrodziejstw sieci. Płaciło się za impulsy telefoniczne, ale już za korzystanie - nie. Płaciło? W tamtych czasach to był haracz, a nie opłata! W 2010 roku trudno by sobie wyobrazić, żeby dostęp do Internetu kosztował więcej niż 100 zł. To teraz opiszę, jak sytuacja wyglądała w 1997 roku. Nie było wtedy darmowych minut, tylko impulsy. Impuls to były trzy minuty, które kosztowały 30 groszy. Więc jeśli ktoś chciał korzystać codziennie po pół godzinki, to musiał mieć sporo kasy na to odłożone. Bo: 30 minut=10 impulsów. 10impulsów*30 groszy, więc 30 minut kosztowało 3 złote, które przemnażamy przez ilość dni w miesiącu, czyli 30. Wychodzi nam zatem 90 zł. Do tego abonament za korzystanie z stacjonarnego telefonu - jakieś 40 złotych, plus do tego rozmowy normalnych
użytkowników. Pewnie wiele osób, które teraz to czytają, pamięta zdziwienie rodziców, gdy rachunek z 80 zł doszedł do wysokości 200-250 zł. A mówimy tutaj o półgodzinnym korzystaniu z Internetu dziennie, a wiecie jak to jest... Ile to razy wmawiałem rodzicom, że listonosz, który faktycznie miał kłopoty z alkoholem, gubił albo zapominał rachunku telefonicznego ze sobą. Po prawdziwie to było tak, że byłem umówiony z listonoszem, od którego za drobne na piwo przechwytywałem rachunek telefoniczny i chowałem go przed rodzicami. Jak się domyślacie prawda wyszła kiedyś na jaw. Ale to była tylko połowa problemu. Nigdy nie zapomnę miny rodziców, gdy zobaczyli rachunek wysokości 600 zł. Grrrrr

Listonosz


Drugim problemem tamtych czasów było łączenie się z Internetem. Był ten numer 0-2021222 z loginem PPP i hasłem PPP, choć zdarzali się cwaniacy, którzy tę wiedzę sprzedawali za kasę. Miałem  program do łączenia z Internetem. Rozpoczynał się więc proces łączenia, który mógł trwać nawet pół dnia jak nie kilka. Podejrzewam, że wyglądało to tak, że był jeden "dostęp do Internetu" na ogromną ilość mieszkańców, co powodowało ogromne kolejki. Niestety, powiedzenie "spotkamy się w sieci za 5 minut" wtedy nie funkcjonowało. Tutaj trzeba napisać o niewątpliwej przewadze Amigi na PC w tamtych czasach. Polegała to na tym, że program na Amigę MIAMI do łączenia się z siecią miał taką możliwość, że ilość prób połączenia się z siecią można było wpisać dowolną. 100, 1000, 10000 - co było bardzo praktyczne. Wciskało się klawisz "connect", szło się oglądać telewizję i czekało się, aż nastąpi
"syczenie modemu".

Pecet wraz z Windowsami miał tego pecha, że w programie
do łączenia się z siecią można było wpisać maksymalnie 99 prób
, co w
tamtych czasach było liczbą o wiele za małą.
Tak to wtedy wyglądało. Z perspektywy czasu muszę powiedzieć, że naprawdę było widać, że Telekomunikacja Polska robi postępy z miesiąca na miesiąc i z czasem doszło do takiego momentu, że łączyło się za pierwszym razem. Mówię tu o upływie okresu paroletniego. Chciałbym tu wspomnieć także o czymś takim jak PCM. Była to prawdziwa zmora wszystkich
internautów w latach dziewięćdziesiątych. PCM to była taka biała skrzyneczka zamontowana na klatce schodowej, która jedną linię dzieliła na kilku użytkowników telefonu. Było to słuszne, ale oprócz rozdziału telefonu, robiło też rozdział szybkości Internetu. Więc zamiast 3 kb/s był w porywach 1 Kb/s.
Fajne to były czasy. Ale trzeba pamiętać o paru rzeczach. Moim zdaniem wtedy polski Internet nie odstawał tak bardzo od światowego. W "Magazynie Amiga" redaktor Rafał Wiosna napisał o darmowych kontach internetowych w USA. Ten sam redaktor parę miesięcy potem założył free.polbox.pl oraz friko.onet.pl czyli Optimusnet [tak to samo co onet.pl].

Polbox

Darmowe, nieograniczone pojemnościowo konta pojawiały się w Polsce bardzo szybko. Już w 1998 roku byłem świadkiem testowania przez jedną z kablówek Internetu. Szybko to się wszystko działo i nie można powiedzieć, że staliśmy w miejscu. Niech dobrym przykładem tamtych czasów i pomysłów będzie pozycja takich firm jak Allegro albo Gadu-Gadu, które zaczynały w tym samym czasie, co ich zagraniczni odpowiednicy.
Pamiętam tamte czasy również jako okres, kiedy jedna strona mogła na kilku
przeglądarkach inaczej wyglądać, przez pryzmat programów do zliczania
impulsów telefonicznych i zapisywaniu ile to się wydało na Internet w danym miesiącu.
Takie to były czasy wtedy..

Jeśli ktoś by chciał podzielić się swoją historią, niech piszę pod ten adres:

 

E-MAIL

wtorek, 05 października 2010, branza_gier

Polecane wpisy

Komentarze
2010/10/05 15:56:19
Tak czytam te kolejne wpsiy i zaczynam się zastanawiać czy jestem już ttaki stary, a się aż ta staro nie czuję, czy świat tak szybko się zmienia. Ten wpis o internenecie przypomniał mi stary Empik, tam gdzie obecnie jest ZARA w dawnym Juniorze. Apple które stały tam w formie kawiarenki intenrnetowej. Targi "KomputerExpo" w PKiN, tak one się chyba nazywały. stoisko IBMa z ThinkPadami gdzie promował OS/2. Stoisko DIGITALA gdzie wzbudziłem wielką radość obsługi, jak odpaliłem na potężnym serewerze, Sapera (tylko to po trafiłem zresztą na Windach uruchomić :)). Zajęcia w Pałacu Młodzieży i odkrywanie IRCa. SMS Express czyli obecne GG do wysyłania SMSów za darmo.

To było dla mnie tak niedawo a z drugiej strony tamte czasy są lata świetlne stąd.
I teraz patrząc na to to tamte "niedawne" czasy jak są śmieszne i niewiarygodne obecnie. A jednak jak były fajne
-
2010/10/07 19:22:45
Nie chcę zaczynać żadnej świętej wojny ale gdzieś tam w internetach pojawiło się to:
mrw.blox.pl/2010/10/Amiga-przegrala.html
PS3 Trophy Hunters: trofea, poradniki do gier na PlayStation 3 po Polsku
redakcja